Pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska w rozmowie z Rzeczpospolitą zapowiedziała, że przyszłym tygodniu złoży do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie przepisu, który od 30 lat zmusza prywatnych właścicieli nieruchomości do odśnieżania przylegających do ich działek publicznych chodników. Jeśli TK przychyli się do skargi, miliony Polaków przestaną ponosić odpowiedzialność za stan infrastruktury, która nigdy nie była ich własnością. Scenariusz nie jest jednak pewny, bo ten sam Trybunał już raz w 1997 roku ten przepis obronił, a ewentualny nowy wyrok może nigdy nie trafić do Dziennika Ustaw.
Łopata, której nie chcesz, ale musisz trzymać – co mówi art. 5 ustawy z 1996 roku
Fundament prawny sporu tkwi w art. 5 ust. 1 pkt 4 ustawy z 13 września 1996 roku o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Przepis ten nakłada na właścicieli nieruchomości obowiązek uprzątnięcia błota, śniegu, lodu i innych zanieczyszczeń z chodników przylegających bezpośrednio do granicy ich działki. Kluczowe słowo to „bezpośrednio”, bo jeśli między ogrodzeniem a chodnikiem biegnie choćby wąski pas zieleni, trawnik, rów melioracyjny lub jakakolwiek inna przeszkoda, obowiązek automatycznie przechodzi na gminę lub zarządcę drogi. Podobnie dzieje się w miejscach, gdzie gmina pobiera opłaty za postój lub parkowanie pojazdów na danym fragmencie drogi.
Przepisy nie ograniczają tego obowiązku wyłącznie do właściciela w sensie formalnym. Dotyczy on także użytkowników wieczystych, współwłaścicieli, zarządców i innych podmiotów władających nieruchomością. W budynkach wielorodzinnych z wyodrębnioną własnością lokali ciężar ten przejmuje wspólnota mieszkaniowa lub spółdzielnia. Jeśli na działce trwa budowa, odpowiada wykonawca robót budowlanych. Ustawa nie zawiera przy tym żadnego wyjątku dla osób starszych, niepełnosprawnych ani właścicieli mieszkających daleko od posesji. Nie ma tu znaczenia, czy zobowiązany jest w stanie podołać obowiązkowi, bo przepisy nie zwalniają nawet osób, które fizycznie nie są w stanie samodzielnie oczyszczać chodnika.
Manowska uderza w stare prawo nowym argumentem – na czym polega zmiana?
Prezes Sądu Najwyższego nie zdecydowała się na ten krok spontanicznie. Impulsem do złożenia wniosku była opinia przygotowana przez Biuro Studiów i Analiz SN, którą Manowska uzyskała na krótko przed publicznym ogłoszeniem swojej decyzji. Właśnie to pozwala jej twierdzić, że wniosek nie jest powtórzeniem skargi sprzed niemal 30 lat.
„W przyszłym tygodniu złożę do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie zgodności z konstytucją obowiązku właściciela posesji do sprzątania i odśnieżania publicznego chodnika, który bezpośrednio przylega do jego działki” – powiedziała Manowska w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
REKLAMA
Sednem argumentacji jest zmiana wzorca konstytucyjnego, na który powołuje się I prezes SN. W 1997 roku skarżący wskazywali głównie na naruszenie interesu majątkowego właścicieli. Manowska sięga po inne przepisy Konstytucji RP, choć nie ujawniła ich dokładnej listy przed złożeniem wniosku. Z jej wypowiedzi wynika, że chodzi o ochronę własności prywatnej i zakaz nakładania nieodpłatnych świadczeń publicznych bez wyraźnej podstawy prawnej. Jako ilustrację podaje dwa konkretne przypadki, które przepisy w obecnym kształcie całkowicie ignorują.
„Mam na myśli np. działkę w Giżycku. Niewyobrażalne jest, żeby codziennie dojeżdżać kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów, żeby odśnieżyć publiczny chodnik. Co mają zrobić seniorzy, osoby w podeszłym wieku, które nie mają siły, aby oczyszczać skuty lodem chodnik? Czy z własnej emerytury mają wynajmować firmy, które za nich to zrobią? To jest niedopuszczalne” – stwierdziła Małgorzata Manowska.
Argumentacja Manowskiej nakłada się na wcześniejsze interwencje Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, które od kilku lat sygnalizuje te same problemy. Ustawa nie zawiera żadnej procedury zgłoszenia gminie niemożności odśnieżenia chodnika z przyczyn stanu zdrowia, wieku, wyjazdu czy pustostanu, a nie ma też podstawy prawnej do zmuszenia gminy do przejęcia obowiązku w takich szczególnych przypadkach. Obie instytucje wskazują zatem na tę samą lukę. Przepis zmusza bowiem do działania kogoś, kto działać nie może lub nie powinien i nie daje mu żadnego legalnego wyjścia.
TK już to oceniał i przepis obronił. Co zmieniło się przez 29 lat?
Rok po wejściu w życie ustawy, w 1997 roku, Trybunał Konstytucyjny kontrolował już art. 5 ust. 1 pkt 4. Skargę złożył wówczas Rzecznik Praw Obywatelskich wspólnie z Polską Unią Właścicieli Nieruchomości, argumentując, że przepis nakłada na obywateli przymusową, bezpłatną pracę na rzecz gminy. TK odrzucił te zarzuty, uznając, że regulacja jest niezbędna dla ochrony interesu publicznego, a sprzątanie przyległych chodników przez właściciela stanowi najbardziej efektywny sposób utrzymania porządku. Trybunał powołał się przy tym na tradycję sięgającą co najmniej rozporządzenia Prezydenta RP z 1928 roku.
Manowska twierdzi jednak, że od tamtego orzeczenia zmieniły się zarówno stosunki społeczne, jak i własnościowe w Polsce.
„Wskazuję we wniosku na inny wzorzec konstytucyjny niż był podnoszony przed laty. Poza tym od 1997 r. minęło wiele czasu, zmieniły się stosunki społeczne i własnościowe” – wyjaśniła I prezes SN.
Zmian rzeczywiście nie brakuje. W 1997 roku pojęcie mieszkania inwestycyjnego niemal nie istniało w polskim prawie i praktyce, a dziś właścicielem działki w Giżycku może być mieszkaniec Wrocławia, który nigdy nie zamierza w niej zamieszkać. Polskie społeczeństwo zestarzało się, bo według danych GUS odsetek osób powyżej 65. roku życia wzrósł z około 11 proc. w 1996 roku do ponad 19 proc. w 2025 roku, co dramatycznie powiększa grupę właścicieli fizycznie niezdolnych do odśnieżania. Dla porównania: w Niemczech, gdzie obowiązuje podobna zasada przylegania, gminy wprawdzie delegują obowiązek odśnieżania chodników na właścicieli przylegających nieruchomości, ale każda gmina osobno reguluje szczegóły w statucie zimowym, a właściciel może legalnie przenieść ten obowiązek na najemcę lub zlecić go firmie zewnętrznej bez żadnych biurokratycznych przeszkód. W Polsce brak tak elastycznego mechanizmu: zlecenie firmy jest dopuszczalne, ale kosztowne i w żaden sposób nie chroni właściciela formalnie, jeśli firma nie wykona pracy na czas.
Nagana, grzywna, pozew – ile kosztuje nieodśnieżony chodnik
Dla właściciela nieruchomości, który zlekceważy obowiązek, prawo przewiduje dwa odrębne rodzaje odpowiedzialności. Brak odśnieżenia chodnika może skutkować mandatem od 100 do 500 zł oraz grzywną do 1500 zł w postępowaniu sądowym, a w skrajnych przypadkach karą nawet do 5000 zł. Wynika to bezpośrednio z art. 117 §1 Kodeksu wykroczeń.
Dotkliwsza bywa jednak odpowiedzialność cywilna. Pieszy, który poślizgnął się na oblodzonym chodniku i doznał uszczerbku na zdrowiu, może wytoczyć właścicielowi posesji powództwo o odszkodowanie i zadośćuczynienie, obejmujące koszty leczenia, rehabilitacji i utraconych zarobków. Odszkodowanie może wynieść nawet 80 000 zł, a jeśli poszkodowany stał się inwalidą, może domagać się dożywotniej renty. Sąd Najwyższy w wyroku z 26 lipca 2017 roku (sygn. III CSK 356/16) sprecyzował wprawdzie, że właściciel nie musi odśnieżać w sposób ciągły i nieprzerwany podczas intensywnych opadów, a liczy się regularne działanie z należytą starannością. To jednak nie zwalnia ze wszystkich roszczeń, gdy pieszy przewróci się między jedną interwencją a drugą.
W ustawie brakuje przepisu, który pozwalałby gminie na swój koszt odśnieżyć chodnik przy posesji osoby niewidomej lub niezdolnej do pracy – a sąd cywilny może i tak orzec odszkodowanie za złamaną nogę nawet w takim przypadku. Obowiązek odśnieżania można teoretycznie przekazać gminie na podstawie art. 6a ustawy, ale wymaga to podjęcia uchwały przez radę gminy i wiąże się z nałożeniem na właściciela ryczałtowej opłaty. Korzysta z tej możliwości znikoma liczba samorządów.
Wyrok może zapaść, ale czy zostanie opublikowany?
Nawet gdyby Trybunał Konstytucyjny podzielił argumentację Manowskiej i uznał zaskarżony przepis za niezgodny z Konstytucją, wyrok może nie wywołać natychmiastowych skutków prawnych. Rządowe Centrum Legislacji od ponad roku nie publikuje orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego w Dzienniku Ustaw. Bez takiej publikacji wyrok nie wchodzi do polskiego systemu prawa, więc przepis formalnie pozostaje w mocy, a sądy i organy administracji nie mają obowiązku go stosować, co dodatkowo pogłębia chaos w sądownictwie.
