Poczta Polska oficjalnie powołuje się na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z marca 2023 roku, rozszerzając obowiązek abonamentowy na każde urządzenie zdolne do odbioru programów publicznych nadawców — w tym telefony komórkowe i laptopy. Sprawa zaczęła się od kontroli w pewnym przedsiębiorstwie, kary 681 zł za monitor podłączony do komputera i wieloletniej batalii sądowej. Jej finał oznacza, że abonamentem potencjalnie objęty jest każdy, kto ma smartfon z dostępem do internetu. Prawo pisane w epoce anteny na dachu próbuje dziś regulować rzeczywistość, w której telewizję ogląda się rzekomo na telefonie w tramwaju.
Wyrok NSA: od telewizora do każdego ekranu z internetem
Sprawa sięga lutego 2018 roku. Kontrolerzy Poczty Polskiej pojawili się w pewnym przedsiębiorstwie i zauważyli, że na monitorze LCD podłączonym do komputera wyświetlał się program telewizyjny. Zdecydowali, że sprzęt wymaga rejestracji i pobrali karę 681 zł za jej brak. Firma odwołała się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który stanął po jej stronie. WSA argumentował, że sygnał publicznych nadawców można wprawdzie odbierać przez internet, ale ustawa o abonamencie RTV „nie przewiduje rejestracji i opłat w przypadku urządzeń powstałych w wyniku ekspansji nowych technologii.”
Naczelny Sąd Administracyjny odrzucił jednak tę wykładnię w wyroku z 7 marca 2023 roku (sygn. II GSK 94/20) i stanął po stronie kontrolerów. NSA powiązał abonament RTV nie z posiadaniem konkretnego urządzenia, lecz z samą możliwością korzystania z mediów publicznych. To fundamentalna różnica. Jeśli monitor, laptop czy telefon pozwala odebrać program TVP lub Polskiego Radia, urządzenie to, zdaniem NSA, spełnia definicję odbiornika i podlega rejestracji.
Co kontroler może teraz zakwestionować w twoim domu lub biurze
Poczta Polska wpisała tę wykładnię na swoją oficjalną stronę poświęconą rejestracji odbiorników. Przywołując wyrok NSA, instytucja wyjaśnia tam, że „każde urządzenie techniczne, które spełnia ustawowy warunek, a więc umożliwia natychmiastowy odbiór programu jest odbiornikiem radiofonicznym lub telewizyjnym. Podstawowym kryterium jest zdolność urządzenia do odbioru programów bez względu na źródło poboru sygnału np. antena, czy złącze internetowe.”
W praktyce oznacza to, że pytania kontrolera mogą dotyczyć tego, czy oglądasz TVP na laptopie, czy słuchasz Polskiego Radia przez aplikację na telefonie. NSA zastrzega co prawda, że samo posiadanie tych urządzeń nie obliguje do opłat — konieczne jest faktyczne korzystanie z nich do odbioru mediów publicznych. Kto jednak przyzna się do tego podczas kontroli i nie ma zarejestrowanego sprzętu, może spodziewać się kary i nakazu rejestracji. Widmo mandatu odsuwa jedynie wcześniejsza rejestracja urządzenia, nawet jeśli normalnie służy ono zupełnie innym celom.
Ile to kosztuje i jak działa rejestracja
Na mocy rozporządzenia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z 27 czerwca 2025 roku (Dz.U. 2025 poz. 885) od 1 stycznia 2026 roku obowiązują wyższe stawki abonamentowe. Za telewizor (lub telewizor z radiem) płaci się 30,50 zł miesięcznie, za samo radio 9,50 zł. Po zakupie nowego odbiornika właściciel ma 14 dni na jego rejestrację, a należności reguluje się do 25. dnia każdego miesiąca. Zarejestrowani abonenci mogą skorzystać z 10-procentowej zniżki, jeśli wniosą opłatę z góry za cały rok do 25 stycznia.
Kara za brak rejestracji wynosi trzydziestokrotność miesięcznej stawki, co w przypadku telewizora daje 915 złotych. Rejestracji dokonuje się przez stronę Poczty Polskiej lub placówkę pocztową. Warto wiedzieć, że do rejestracji i opłat wystarczy jedno urządzenie w gospodarstwie domowym, a nie każde z osobna.
Prawo z epoki analogowej w cyfrowym świecie — na czym polega absurd
Tu zaczyna się sedno problemu. Ustawa o opłatach abonamentowych pochodzi z 2005 roku i pisana była w realiach, gdy telewizor stał w salonie jako wyraźnie odróżnialne urządzenie, a radio zajmowało osobną półkę. Dziś te same funkcje pełni każdy smartfon, tablet, laptop czy nawet lodówka z ekranem dotykowym. Skoro kryterium stanowi zdolność urządzenia do odbioru programów, a nie fakt jego fizycznego używania w tym celu, niemal każdy dorosły Polak z telefonem komórkowym i dostępem do internetu formalnie posiada odbiornik wymagający rejestracji.
W Polsce funkcjonuje około 12,5 mln gospodarstw domowych, z których 92,7% posiada odbiorniki. Zarejestrowanych jest jednak tylko 38,8% z nich, a abonament faktycznie opłaca jedynie 32,1% zobowiązanych — nieco ponad 0,7 mln gospodarstw. Oznacza to, że ogromna większość Polaków teoretycznie łamie prawo każdego dnia, a nikt jej za to nie karze, bo egzekwowanie obowiązku w takiej skali jest fizycznie niemożliwe. NSA stworzył więc normę powszechną na papierze i martwą w praktyce. Efektem jest system selektywnych kontroli, w którym przypadek, pech lub niefortunna odpowiedź podczas wizyty kontrolerów decyduje o tym, kto dostanie mandat.
Średnia ściągalność abonamentu radiowo-telewizyjnego w Polsce wynosi około 30 procent. Dla porównania: miesięczna stawka 30,50 zł za telewizor jest zbliżona kosztowo do najtańszych subskrypcji serwisów streamingowych, za które użytkownicy płacą dobrowolnie i regularnie, bo dostają w zamian coś, z czego faktycznie korzystają. Abonament RTV tego argumentu przekonującego nie oferuje, zwłaszcza gdy dotyczy urządzeń służących przede wszystkim zupełnie innym celom.
Jak inne kraje rozwiązały ten sam problem
Polska nie jest jedynym krajem, który musiał zmierzyć się z pytaniem: jak finansować media publiczne w erze streamingu? Odpowiedzi są różne, a część z nich może być wskazówką dla polskiego ustawodawcy.
W Niemczech od 2013 roku każde gospodarstwo domowe płaci stałą opłatę zwaną Rundfunkbeitrag w wysokości 18,36 euro miesięcznie, niezależnie od tego, czy w domu znajduje się telewizor lub radioodbiornik. System jest prosty: płacisz za adres zamieszkania, a nie za konkretny sprzęt. Dzięki temu unika się absurdu weryfikowania, czy ktoś ogląda telewizję na laptopie zamiast na ekranie, bo nie ma to żadnego znaczenia dla obowiązku opłaty. Roczne wpływy z Rundfunkbeitrag sięgają około 8,5 miliarda euro, co zapewnia stabilne finansowanie kilkudziesięciu stacji telewizyjnych i radiowych.
Czechy powiązały abonament z rachunkiem za energię elektryczną — każdy odbiorca prądu wnosi tę opłatę automatychmem. Francja zniosła swój odpowiednik abonamentu w 2022 roku i przeniosła finansowanie mediów publicznych do budżetu państwa. Finlandia zastąpiła abonament progresywnym podatkiem uzależnionym od dochodu, obejmującym od razu całe gospodarstwo domowe. Każde z tych rozwiązań odrywa obowiązek finansowania mediów od kwestii posiadania konkretnego sprzętu, a tym samym eliminuje potrzebę weryfikowania przez kontrolerów, który ekran w domu służy do oglądania TVP.
Czy ustawa wymaga nowelizacji — i co na to rząd?
Wyrok NSA nie zmienił przepisów — jedynie pokazał, jak daleko można się posunąć w wykładni starej ustawy. Minister kultury Marta Cienkowska określa obecny abonament RTV mianem „absolutnie nieskutecznego”, „archaicznego tworu” i „bardzo słabo ściągalnej opłaty, która zdecydowanie powinna odejść w niepamięć.”
Projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji, przedstawiony przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w grudniu 2025 roku, zakłada likwidację abonamentu RTV i zastąpienie go finansowaniem mediów publicznych bezpośrednio z budżetu państwa. Jeśli zmiany zostaną uchwalone, nowy model finansowania może zacząć obowiązywać od 2027 roku, jednak rząd szacuje, że projekt może zostać przyjęty dopiero w II lub III kwartale 2026 roku, a następnie trafi do Sejmu. Eksperci podkreślają, że reforma może być kontrowersyjna politycznie.
Do tego czasu obowiązuje stan prawny, w którym Poczta Polska ma prawo zapytać, czy oglądasz TVP na telefonie, i wystawić karę, jeśli tego nie zarejestrowałeś. Egzekwowanie obowiązku wobec kilkunastu milionów gospodarstw domowych przekracza możliwości organizacyjne Poczty Polskiej, co sprawia, że całe rozwiązanie pozostaje niezrozumiałe dla przeciętnego obywatela, który po prostu chce wiedzieć, czy musi płacić i za co.
