Każdego ranka 1,5 miliona Polaków budzi się bez gwarancji urlopu wypoczynkowego. Bez prawa do zwolnienia lekarskiego opłacanego przez państwo. Bez ochrony, jaką daje Kodeks pracy. Ich jedynym źródłem utrzymania są umowy cywilnoprawne. Liczba ta rośnie w alarmującym tempie – tylko w ciągu ostatniego roku zwiększyła się o 5 procent. Od stycznia 2026 roku inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy otrzymają uprawnienia, które mogą całkowicie zmienić tę sytuację. Będą mogli przekształcać umowy cywilnoprawne w etaty bez udziału sądu. To rewolucja, która budzi skrajne emocje – od nadziei po obawy o konstytucyjność rozwiązań.
Zlecenia zastępują etaty – liczby nie kłamią
Dane Głównego Urzędu Statystycznego z czerwca 2025 roku rysują niepokojący obraz polskiego rynku pracy. Na koniec tego miesiąca wyłącznie na podstawie umów zleceń i pokrewnych pracowało w Polsce 1 milion 451,3 tysięcy osób. To wzrost o 5 procent w porównaniu do czerwca 2024 roku. Jeszcze bardziej alarmujący jest fakt, że w porównaniu do marca 2025 roku liczba ta zwiększyła się o kolejne 4 procent – w ciągu zaledwie trzech miesięcy.
Typowy zleceniobiorca w Polsce to osoba w wieku 42 lat – tyle wynosi mediana wieku tej grupy. Wbrew stereotypom nie są to wyłącznie młodzi ludzie traktujący zlecenia jako przejściową formę zarobkowania. To osoby w średnim wieku, dla których umowa cywilnoprawna stanowi główne, często jedyne źródło utrzymania. Większość z nich – 51,1 procent – to mężczyźni, choć ich przewaga nie jest przytłaczająca.
W ciągu ostatniego roku liczba mężczyzn pracujących wyłącznie na zleceniach wzrosła o 5,9 procent, kobiet o 4,1 procent. Między marcem a czerwcem 2025 roku dynamika ta się odwróciła – liczba kobiet zwiększyła się o 4,7 procent, mężczyzn o 3,4 procent. Te wahania pokazują, że umowy cywilnoprawne stają się coraz bardziej uniwersalną formą zatrudnienia, niezależną od płci czy wieku.
Za tymi suchymi statystykami kryją się konkretne konsekwencje. Osoby pracujące wyłącznie na zleceniach nie mają prawa do płatnego urlopu wypoczynkowego. Nie przysługuje im zasiłek chorobowy finansowany przez państwo. Nie mogą liczyć na odprawę przy rozwiązaniu umowy. Kodeks pracy, który gwarantuje szereg uprawnień pracownikom etatowym, ich po prostu nie dotyczy. W praktyce oznacza to, że dzień wolny to dzień bez zarobku, choroba to strata dochodów, a brak zleceń to brak środków do życia.
Agencje pracy i handel – tam królują umowy śmieciowe
Struktura branżowa zatrudnienia na zleceniach odsłania, gdzie problem jest najbardziej dotkliwy. Zdecydowanym liderem jest sekcja określana przez GUS jako „administrowanie i działalność wspierająca”. To eufemizm obejmujący przede wszystkim agencje zatrudnienia świadczące usługi pośrednictwa pracy. W tym sektorze pracowało 311,9 tysięcy osób – co stanowi 21,5 procent wszystkich wykonujących pracę wyłącznie na zleceniach.
Ten udział co prawda nieznacznie spadł – o 0,7 punktu procentowego rok do roku i o 0,3 punktu procentowego od marca 2025 – ale wciąż pozostaje dominujący. Oznacza to, że co piąty zleceniobiorca w Polsce trafia do pracy poprzez agencję zatrudnienia, która zamiast etatem, oferuje mu umowę cywilnoprawną. Model biznesowy oparty na elastyczności i niskich kosztach sprawia, że agencje systematycznie unikają zawierania umów o pracę.
Drugie miejsce w tym niechlubnym rankingu zajmuje handel i naprawa pojazdów samochodowych. Sektor ten zatrudniał na zleceniach 10,6 procent wszystkich pracujących w tej formie. Również tutaj zaobserwowano spadek udziału – o 0,5 punktu procentowego w skali roku i 0,1 punktu procentowego od marca. Sklepy wielkopowierzchniowe, małe punkty handlowe, warsztaty samochodowe – to miejsca, gdzie umowa zlecenie często zastępuje etat, mimo że praca ma cechy stosunku pracy: określone godziny, stałe miejsce wykonywania obowiązków, podporządkowanie pracodawcy.
Rozkład geograficzny pokazuje ogromne dysproporcje regionalne. Region warszawski stołeczny był domem dla 191,8 tysięcy zleceniobiorców, co stanowiło 13,2 procent wszystkich pracujących w tej formie. Na drugim miejscu uplasował się region śląski ze 171 tysiącami osób, czyli 11,8 procentem ogółu. Łącznie te dwa regiony skupiały jedną czwartą wszystkich Polaków pracujących wyłącznie na umowach cywilnoprawnych.
Na przeciwległym biegunie znalazły się województwa opolskie i świętokrzyskie. W pierwszym mieszkało 30,3 tysięcy zleceniobiorców (2,1 procent ogółu), w drugim zaledwie 29,6 tysięcy (2 procent). Ta różnica nie wynika wyłącznie z wielkości województw – to efekt struktury gospodarki. Warszawa i Śląsk to centra usług, logistyki, handlu – branż, które masowo wykorzystują umowy cywilnoprawne. Opolskie i świętokrzyskie to regiony o bardziej tradycyjnej strukturze zatrudnienia.
Inspekcja pracy dostaje broń atomową
Reforma Państwowej Inspekcji Pracy, która ma wejść w życie od stycznia 2026 roku, to najbardziej kontrowersyjna zmiana w prawie pracy od lat. Inspektorzy otrzymają uprawnienie do przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę bez konieczności angażowania sądu. Potencjalnie może to dotknąć nawet 2,5 miliona podmiotów – nie tylko samych zleceniobiorców, ale wszystkich, którzy współpracują z firmami na podstawie umów cywilnoprawnych.
Mechanizm działania nowych przepisów jest prosty w założeniu, ale rewolucyjny w skutkach. Jeśli inspektor stwierdzi podczas kontroli, że umowa zlecenie lub o dzieło w rzeczywistości maskuje stosunek pracy, będzie mógł wydać decyzję o przekształceniu tej umowy w etat. Do tej pory takie sprawy trafiały do sądu pracy, a postępowanie mogło trwać miesiące lub lata. Teraz decyzja inspektora będzie wiązała strony natychmiast – przynajmniej w zamierzeniu ustawodawcy.
Projekt ustawy przeszedł burzliwą drogę legislacyjną. Po ostatnim posiedzeniu Stałego Komitetu Rady Ministrów resort pracy dokonał istotnych modyfikacji. Pierwsza zmiana dotyczy rygoru natychmiastowej wykonalności – inspektor nie będzie mógł z dnia na dzień przekształcić zlecenia w etat. Druga to zniesienie retroaktywności decyzji – orzeczenie nie będzie działać wstecz, co oznacza że pracodawca nie będzie musiał wypłacać zaległych świadczeń za cały wcześniejszy okres współpracy.
Organizacje przedsiębiorców biją na alarm. Konfederacja Lewiatan, Federacja Przedsiębiorców Polskich czy Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wprost nazywają projektowane rozwiązania niekonstytucyjnymi. Ich zdaniem inspektorzy pracy nie powinni mieć uprawnień quasi-sądowych, a orzekanie o charakterze umowy to domena sądów. Podnoszą również argument praktyczny – masowe przekształcanie umów może doprowadzić do bankructw firm, które oparły swój model biznesowy na elastycznym zatrudnieniu.
Harmonogram legislacyjny jest niezwykle napięty. Projekt po zaakceptowaniu przez Stały Komitet Rady Ministrów powinien trafić na obrady całego rządu, a następnie do Sejmu. Ostatnie obrady parlamentu w 2025 roku zaplanowano na 17-19 grudnia. Według decyzji wykonawczej Rady Unii Europejskiej przepisy muszą zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2026 roku. To warunek wypłaty środków z Krajowego Planu Odbudowy w ustalonych terminach. Presja czasu sprawia, że dyskusja nad szczegółami przepisów jest niemal niemożliwa.
Pracownicy w zawieszeniu – co zmieni się naprawdę?
Dla 1,5 miliona osób pracujących wyłącznie na zleceniach reforma oznacza wejście w nieznane. Z jednej strony majaczy perspektywa pełnej ochrony Kodeksu pracy – prawa do urlopu wypoczynkowego, zasiłku chorobowego, odprawy, a przede wszystkim stabilności zatrudnienia. Umowy o pracę nie można rozwiązać z dnia na dzień, jak ma to miejsce w przypadku zlecenia. Pracodawca musi zachować okres wypowiedzenia, a w niektórych przypadkach nawet nie może zwolnić pracownika bez jego zgody.
Z drugiej strony rysują się poważne zagrożenia. Firmy, które do tej pory oferowały elastyczne zlecenia, mogą w ogóle zrezygnować ze współpracy. Koszt utrzymania etatowego pracownika jest znacznie wyższy niż zleceniobiorcy – oprócz wynagrodzenia brutto pracodawca musi opłacać składki ZUS, odpisy na ZFŚS, ewentualne odprawy. Część przedsiębiorców może uznać, że te koszty są zbyt wysokie i zredukuje zatrudnienie lub przeniesie działalność za granicę.
Przykład pracownicy agencji zatrudnienia ilustruje te dylematy. Kobieta w wieku 42 lat od trzech lat pracuje na zleceniu w call center obsługującym infolinię telekomunikacyjną. Przychodzi codziennie o tej samej godzinie, ma przydzielone stanowisko, podlega służbowemu nadzorowi. Formalnie ma umowę zlecenie, w praktyce to typowy stosunek pracy. Po wejściu w życie reformy inspektor podczas kontroli z pewnością zakwestionuje tę konstrukcję i nakaże przekształcenie umowy w etat.
Dla kobiety oznacza to prawo do 26 dni urlopu rocznie, płatnych zwolnień lekarskich, stabilności zatrudnienia. Ale oznacza też, że jej pracodawca – agencja zatrudnienia – będzie musiał zwiększyć koszty o kilkaset złotych miesięcznie na same składki. Jeśli marża agencji jest niewielka, może ona zdecydować o zakończeniu współpracy. Kobieta w teorii zyska etat, w praktyce może stracić pracę.
Perspektywa pracodawców jest równie skomplikowana. Firmy budowlane argumentują, że branża opiera się na projektach – raz jest dużo zleceń, raz zupełnie brak. Utrzymywanie stałej kadry etatowej w okresach bez kontraktów byłoby ekonomicznym samobójstwem. Firmy IT wskazują, że wielu programistów świadomie wybiera B2B lub zlecenia, bo pozwala im to na wyższe zarobki netto przy niższych podatkach. Sklepy wielkopowierzchniowe tłumaczą, że sezonowość sprzedaży wymaga elastycznego dostosowywania zatrudnienia – przed świętami potrzebują dwukrotnie więcej pracowników niż w styczniu.
Te argumenty nie są całkowicie bezpodstawne. Problem polega na tym, że pod przykrywką uzasadnionej elastyczności kryje się masowe obchodzenie prawa pracy. Osoba pracująca osiem godzin dziennie, pięć dni w tygodniu, przez cały rok, w tym samym miejscu i pod nadzorem przełożonego, to pracownik etatowy – bez względu na to, jaki rodzaj umowy podpisała. Obecny system pozwala pracodawcom eksploatować szarą strefę, a reforma ma tę strefę zlikwidować.
Powiązanie reformy z Krajowym Planem Odbudowy zwiększa stawkę. Polska ma otrzymać z KPO dziesiątki miliardów złotych, ale tylko jeśli spełni określone kamienie milowe. Jednym z nich jest właśnie wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy i walka z nieuczciwymi praktykami zatrudnienia. Jeśli przepisy nie wejdą w życie w terminie, Komisja Europejska może wstrzymać wypłatę transzy. To nie kwestia ideologii czy walki klasowej – to twarde zobowiązanie międzynarodowe.
Dla 1,5 miliona Polaków zbliżający się rok 2026 będzie przełomowy. Część z nich rzeczywiście otrzyma etaty i pełną ochronę prawną. Część może stracić dotychczasową pracę, jeśli pracodawcy uznają nowe koszty za nie do udźwignięcia. Jeszcze inni być może w ogóle nie odczują zmian, jeśli inspekcja nie dotrze do ich zakładów pracy. Jedno jest pewne – epoka masowego wykorzystywania umów śmieciowych jako substytutu etatów dobiega końca. Pytanie brzmi, czy nastąpi to poprzez rzeczywistą poprawę standardów zatrudnienia, czy przez redukcję liczby miejsc pracy. Odpowiedź poznamy w najbliższych miesiącach.
