Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” nie kryje irytacji. Polski Narodowy Bank okazuje się największym kupcem złota na świecie, a prezes Adam Glapiński zapowiada, że nowy cel to 700 ton kruszcu w rezerwach. Reakcja FAZ? Zamiast kupować złoto, Polska powinna kupować euro. Propozycja tym bardziej kuriozalna, że przychodzi z kraju, którego bank centralny posiada 3350 ton złota – drugie co do wielkości rezerwy na świecie.
26 stycznia 2026 cena złota przebiła 5000 dolarów za uncję. To historyczny rekord, który sprawia, że decyzje NBP nabierają jeszcze większego znaczenia. Obecne rezerwy polskiego banku centralnego wynoszą 550 ton złota o wartości blisko 276 miliardów złotych. To więcej niż posiada Europejski Bank Centralny (506 ton) i Bank Anglii. Polska zajmuje obecnie 12. miejsce w światowym rankingu posiadaczy złota wśród banków centralnych.
Cel 700 ton i historyczna cena złota ponad 5000 dolarów
NBP od 2018 roku systematycznie zwiększa swoje zasoby złota. Tylko w 2024 roku polski bank centralny zakupił ponad 100 ton kruszcu, stając się największym nabywcą wśród wszystkich banków centralnych na świecie. Prezes Glapiński zapowiedział podczas styczniowej konferencji prasowej, że zwróci się do zarządu NBP o podjęcie uchwały zwiększającej rezerwy do 700 ton. To ambitny cel, który może wynieść Polskę do pierwszej dziesiątki państw o największych rezerwach złota globalnie.
Cena złota przekroczyła 26 stycznia 5000 dolarów za uncję, co stanowi najwyższy poziom w historii. Wzrost napędzają rosnące napięcia geopolityczne, obawy przed polityką handlową USA oraz systematyczne zakupy instytucjonalne. Goldman Sachs prognozuje, że do końca 2026 roku cena może osiągnąć nawet 5500 dolarów za uncję. To sprawia, że polskie rezerwy złota nabierają wartości z tygodnia na tydzień.
Wartość 550 ton złota posiadanych obecnie przez NBP wynosi prawie 276 miliardów złotych, czyli około 63 miliardy euro. Gdy cel 700 ton zostanie osiągnięty, wartość rezerw kruszcowych może sięgnąć nawet 400 miliardów złotych przy obecnych cenach. Oznacza to, że Polska dysponuje jednym z najbardziej wartościowych zabezpieczeń finansowych w regionie.
Polska wyprzedziła już Europejski Bank Centralny pod względem posiadanych rezerw złota. EBC posiada 506,5 tony, podczas gdy NBP zgromadził na ten moment już 550 ton. To symboliczny moment pokazujący, że polski bank centralny traktuje złoto jako fundamentalny element polityki monetarnej, podczas gdy w systemie euro ciężar utrzymywania rezerw kruszcowych spoczywa głównie na bankach krajowych poszczególnych państw członkowskich.
Złoty prezes kontra wściekli Niemcy
Działania NBP wywołują falę krytyki ze strony niemieckich mediów. Frankfurter Allgemeine Zeitung w internetowym wydaniu nie szczędzi złośliwych komentarzy pod adresem prezesa Adama Glapińskiego. Niemiecki dziennik podkreśla, że polski bank centralny jest największym nabywcą złota na świecie i pozostaje niezrażony wahaniami cen.
FAZ pisze otwarcie o irritacji wobec polskiej strategii. Cytuje, że od objęcia stanowiska przez Glapińskiego dziesięć lat temu rezerwy złota wzrosły ponad pięciokrotnie. Niemiecki dziennik złośliwie dodaje, że 75-letni ekonomista pozuje w publikacjach banku centralnego przed regałami pełnymi sztabek złota i opisuje się jako złoty prezes.
Prezes Glapiński od lat konsekwentnie artykułuje swoją filozofię dotyczącą roli złota w systemie finansowym państwa. Określa kruszec mianem kotwicy bezpieczeństwa państwowego, filaru zaufania do polskiej waluty i gospodarki oraz gwarancji niezależności państwowej i gospodarczej. Ta strategia zakłada, że złoto chroni przed kryzysami walutowymi i zapewnia stabilność w czasach globalnej niepewności.
Pod rządami Glapińskiego, który objął stanowisko prezesa NBP w 2016 roku, rezerwy złota wzrosły z około 103 ton do obecnych 550 ton. To wzrost o ponad 430%, który plasuje Polskę wśród najbardziej aktywnych kupców złota na świecie. W latach 2022-2025 NBP nabył łącznie około 300 ton kruszcu, co stawia polski bank centralny na drugim miejscu pod względem skali zakupów – ustępując jedynie Chinom.
Niemiecka krytyka koncentruje się na argumencie, że zakupy NBP windują globalną cenę złota. FAZ pisze, że polski bank centralny pozostaje niezrażony wahaniami cen i kontynuuje rajd rynkowy. Niemieccy komentatorzy sugerują, że zamiast gromadzić złoto, Polska powinna skupić się na innych priorytetach monetarnych – przede wszystkim na przyjęciu wspólnej waluty.
Bundesbank ma 3350 ton, ale krytykuje Polskę za zakupy
Irytacja niemieckich mediów i instytucji finansowych nabiera szczególnego znaczenia, gdy spojrzymy na faktyczne liczby. Bundesbank – niemiecki bank centralny – posiada 3350 ton złota. To drugie co do wielkości rezerwy złota na świecie, ustępujące jedynie amerykańskiej Rezerwie Federalnej (około 8133 tony). Niemcy przechowują ponad połowę swoich rezerw złota we własnym kraju, kolejne 36,6% znajduje się w Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku, a 12,8% w Banku Anglii.
Polska z celem 700 ton stanowi zaledwie jedną piątą niemieckich zasobów. Mimo to FAZ krytykuje NBP za politykę gromadzenia kruszcu. To klasyczny przykład podwójnych standardów – Niemcy posiadają gigantyczne rezerwy złota, ale ganią Polskę za budowanie własnego zabezpieczenia finansowego.
Europejski Bank Centralny posiada 506,5 tony złota, co stawia go już za Polską w rankingu. W systemie strefy euro rezerwy złota są utrzymywane przez krajowe banki centralne, a nie centralnie przez EBC. Francja dysponuje około 2437 tonami, Włochy około 2452 tonami. Struktura ta pokazuje, że kraje strefy euro wcale nie rezygnują ze złota – wręcz przeciwnie, główne gospodarki posiadają masywne rezerwy kruszcowe.
FAZ nie pozostawił bez komentarza faktu, że polskie rezerwy złota przewyższają zasoby Europejskiego Banku Centralnego. Niemiecki dziennik sugeruje, że ma to być sygnał siły narodowej. Dodaje jednak, że w systemie euro rezerwy złota są utrzymywane przez krajowe banki centralne, jakby próbując umniejszyć znaczenie polskiego osiągnięcia.
Ranking największych posiadaczy złota na świecie przedstawia się następująco: USA (8133 tony), Niemcy (3350 ton), Włochy (2452 tony), Francja (2437 ton), Rosja (około 2332 tony), Chiny (około 2264 tony – oficjalne dane, rzeczywiste prawdopodobnie wyższe), Szwajcaria (1040 ton), Japonia (846 ton), Indie (822 tony), Holandia (612 ton). Polska z obecnymi 550 tonami znajduje się na 12. miejscu, a osiągnięcie celu 700 ton może wynieść kraj do pierwszej dziesiątki.
Hipokryzja niemieckiej krytyki staje się jeszcze bardziej widoczna, gdy weźmiemy pod uwagę, że Bundesbank sam aktywnie repatriował złoto z zagranicznych skarbców w ostatnich latach. Niemcy sprowadzili znaczną część swoich rezerw z Nowego Jorku i Paryża, argumentując potrzebę zwiększenia bezpieczeństwa i suwerenności finansowej. Dokładnie te same motywy przyświecają polskiej strategii.
Propozycja Niemców – euro zamiast złota. Czy to dobry pomysł?
Frankfurter Allgemeine Zeitung nie poprzestaje na krytyce polskich zakupów złota. Niemiecki dziennik sugeruje alternatywę – zamiast kupować złoto, Polska powinna przyjąć euro. FAZ ubolewa, że szef polskiego banku centralnego nie widzi możliwości wejścia Polski do strefy euro. Ta propozycja brzmi szczególnie kuriozalnie w kontekście rosnących problemów wspólnej waluty.
Niemiecka argumentacja opiera się na założeniu, że skoro Polska miałaby dostęp do wspólnej waluty, to nie potrzebowałaby tak wysokich rezerw złota. Pomija to jednak fundamentalną różnicę między posiadaniem własnego zabezpieczenia finansowego a zależnością od decyzji Europejskiego Banku Centralnego. Prezes Glapiński wielokrotnie podkreślał, że złoto stanowi gwarancję niezależności państwowej i gospodarczej – czego członkostwo w strefie euro nie zapewnia.
Polska perspektywa opiera się na doświadczeniach krajów, które straciły kontrolę nad polityką monetarną po przyjęciu euro. Grecja podczas kryzysu zadłużeniowego nie mogła zdewaluować waluty ani prowadzić niezależnej polityki monetarnej. Kryzys w 2010-2015 doprowadził do zapaści gospodarczej, masowego bezrobocia i emigracji młodych Greków. Podobne problemy dotknęły Hiszpanię i Portugalię, które nie mogły wykorzystać narzędzi polityki monetarnej do ożywienia gospodarki.
Włochy od wejścia do strefy euro w 1999 roku zmagają się ze stagnacją gospodarczą. Brak możliwości dostosowania kursu walutowego sprawia, że włoska gospodarka traci konkurencyjność, a dług publiczny rośnie do poziomów uznawanych za niebezpieczne. Przypadki te pokazują, że wspólna waluta nie jest rozwiązaniem uniwersalnym – dla niektórych gospodarek oznacza utratę elastyczności i pogłębienie problemów strukturalnych.
Polska strategia NBP zakłada utrzymanie suwerenności monetarnej i budowanie własnych zabezpieczeń finansowych w postaci złota. Kruszec nie podlega decyzjom politycznym innych krajów, nie może zostać zamrożony sankcjami i nie traci wartości z powodu działań banków centralnych innych państw. To fundamentalna różnica między złotem a członkostwem w unii walutowej czy posiadaniem znaczących rezerw w walutach obcych.
Niemcy proponują Polsce rezygnację z niezależności monetarnej w zamian za dostęp do wspólnej waluty obarczonej rosnącym zadłużeniem krajów strefy. Propozycja ta wydaje się tym bardziej niewiarygodna, gdy przyjrzymy się faktycznemu stanowi finansów publicznych w strefie euro.
Euro pod presją zadłużenia. Dlaczego NBP stawia na złoto, a nie skupuje Euro?
Niemiecka propozycja zakupu euro przez Polskę pomija fundamentalny problem – wspólna waluta zmaga się z rosnącym zadłużeniem krajów członkowskich i samej Unii Europejskiej. W styczniu 2026 roku eksperci w Parlamencie Europejskim w Brukseli ostrzegali przed kryzysem związanym z liczącym setki miliardów euro zadłużeniem UE.
Unia Europejska ma obecnie około 940 miliardów euro zadłużenia. Składa się na to 700 miliardów euro z Funduszu Odbudowy (Next Generation EU), 150 miliardów euro z programu wspierania obronności SAFE oraz 90 miliardów euro przeznaczonych na wsparcie Ukrainy. To bezprecedensowa sytuacja – po raz pierwszy UE jako całość zaciąga tak masowe pożyczki na rynkach kapitałowych.
Zadłużenie krajów strefy euro osiągnęło alarmujące poziomy. Grecja utrzymuje dług publiczny na poziomie 153,6% PKB mimo lat oszczędności i reform. Włochy borykają się z długiem na poziomie 135,3% PKB, co przy niskim wzroście gospodarczym stawia pod znakiem zapytania długoterminową stabilność finansów publicznych. Francja przekroczyła 113% PKB, Belgia 104,7%, Hiszpania 101,8%. Średni poziom długu publicznego w strefie euro wynosi około 87% PKB.
Były wiceszef Narodowego Banku Czech Mojmír Hampl podkreślał że, choć same kraje członkowskie muszą trzymać dług publiczny w ryzach zgodnie z unijnym prawem (teoretyczny próg to 60% PKB i deficyt maksymalnie 3% PKB), to UE jako całość nie musi trzymać się tych zasad. Komisja Europejska zaciąga setki miliardów euro długu bez żadnych mechanizmów kontrolnych, które stosuje się wobec państw członkowskich.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że do końca dekady kraje rozwinięte osiągną współczynnik długu publicznego do PKB na poziomie niewidzianym od czasów wojen napoleońskich. To nie jest przesada – w czasach pandemii rozwinięty świat miał dług publiczny w relacji do PKB na poziomie widzianym po raz ostatni pod koniec II wojny światowej. Obecne prognozy są jeszcze gorsze.
Zadłużone kraje wywierają presję na Europejski Bank Centralny, żeby utrzymywał niskie stopy procentowe i prowadził politykę luzowania ilościowego. To pozwala spłacać odsetki od długu przy niższych kosztach, ale jednocześnie podważa stabilność euro jako waluty. Mechanizm ten przypomina błędne koło – więcej długu wymaga niższych stóp, co generuje presję inflacyjną i osłabia walutę.
Perspektywy euro wzbudzają coraz większe wątpliwości. Czy wspólna waluta przetrwa kolejny poważny kryzys finansowy? Historia pokazuje, że strefa euro w obecnej formie ledwo przetrwała kryzys grecki. Rozbudowa mechanizmów wspólnego zadłużenia (euroobligacje, Fundusz Odbudowy) może być początkiem unii fiskalnej, ale równie dobrze może prowadzić do konfliktów między krajami płatnikami netto a beneficjentami transferów.
Złoto kontra euro to zestawienie aktywu bez zobowiązań przeciwko walucie opartej na rosnącym długu. Złoto nie generuje odsetek, ale zachowuje wartość w długim okresie i chroni przed inflacją. Euro może oferować wygodę transakcyjną i integrację gospodarczą, ale wiąże się z utratą suwerenności monetarnej i ekspozycją na problemy zadłużenia innych krajów strefy.
NBP wybiera złoto właśnie dlatego, że dostrzega te ryzyka. Polska buduje własne zabezpieczenie finansowe niezależne od decyzji politycznych w Brukseli, Frankfurcie czy Berlinie. Gdy kraje strefy euro będą musiały zmierzyć się z konsekwencjami nadmiernego zadłużenia, Polska będzie dysponować rezerwami, które nie ulegną dewaluacji z powodu problemów fiskalnych sąsiadów.
NBP jako światowy gracz – trend dedolaryzacji i powrót do złota
Polska strategia NBP wpisuje się w szerszy globalny trend. Banki centralne na całym świecie masowo zwiększają zakupy złota, traktując kruszec jako alternatywę dla tradycyjnych walut rezerwowych. W 2024 roku banki centralne kupiły rekordowe ponad 1000 ton złota – trzeci rok z rzędu, gdy zakupy instytucjonalne przekroczyły tę barierę. Światowy popyt na złoto osiągnął w 2024 roku poziom 4974 ton.
Narodowy Bank Polski w 2024 roku był największym kupcem złota wśród wszystkich banków centralnych, nabywając ponad 100 ton kruszcu. Od 2022 roku NBP zakupił łącznie około 300 ton, co plasuje polski bank centralny na drugim miejscu pod względem skali zakupów w ostatnich latach – ustępując jedynie Chinom. W 2025 roku Polska kontynuowała zakupy, nabywając dodatkowo kilkadziesiąt ton i utrzymując pozycję lidera zakupów.
Chiny systematycznie zwiększają swoje rezerwy złota, chociaż oficjalne dane (około 2264 tony) prawdopodobnie nie odzwierciedlają pełnej skali posiadanych zasobów. Ludowy Bank Chin w grudniu 2025 roku kontynuował zakupy, sygnalizując długoterminową strategię dywersyfikacji rezerw. Indie (822 tony), Turcja, Kazachstan, Uzbekistan – wszyscy ci gracze aktywnie zwiększają udział złota w rezerwach walutowych.
Dedolaryzacja to stopniowe uniezależnianie się od dolara amerykańskiego jako głównej waluty rezerwowej. Po zamrożeniu rosyjskich rezerw walutowych w 2022 roku wiele krajów zaczęło traktować złoto jako aktywo odporne na sankcje i naciski polityczne. Kruszec nie może zostać zamrożony decyzją zagranicznego rządu, nie podlega kontroli amerykańskiego systemu finansowego i zachowuje wartość niezależnie od polityki Rezerwy Federalnej.
Goldman Sachs szacuje, że banki centralne mogą kupować nawet 80 ton złota miesięcznie w 2026 roku. To ponad 950 ton rocznie, co wskazuje na utrzymanie trendu z ostatnich lat. Popyt instytucjonalny napędza ceny – nie tylko NBP odpowiada za wzrosty, ale cały globalny ruch w kierunku dywersyfikacji rezerw.
Rosnące zadłużenie USA (ponad 36 bilionów dolarów długu federalnego) budzi obawy co do długoterminowej wartości amerykańskich obligacji skarbowych. Gdy rząd USA jest coraz bardziej zadłużony, a obciążenie długiem rośnie, zaufanie do dolara jako bezpiecznego aktywa słabnie.
Strategiczne znaczenie złota dla Polski wykracza poza samo zabezpieczenie przed kryzysami. Posiadanie 550 ton (a docelowo 700 ton) kruszcu wzmacnia wiarygodność finansową państwa, zwiększa stabilność waluty krajowej i pokazuje światu, że Polska traktuje bezpieczeństwo finansowe poważnie. To sygnał dla inwestorów, że polski złoty jest wspierany realnym aktywem, a nie tylko obietnicami politycznymi.
Ochrona przed inflacją stanowi dodatkowy argument za złotem. Gdy banki centralne na całym świecie drukowały pieniądze podczas pandemii, ceny złota rosły. Gdy inflacja wystrzeliła w 2021-2022, złoto zachowało wartość. Obecne rekordy cenowe powyżej 5000 dolarów za uncję pokazują, że inwestorzy wciąż traktują kruszec jako bezpieczną przystań.
Niezależność od dolara i euro to fundament polskiej strategii. Złoto nie jest czyimś zobowiązaniem – w przeciwieństwie do obligacji rządowych czy walut fiducjarnych. Nie podlega decyzjom Rezerwy Federalnej, Europejskiego Banku Centralnego ani żadnej innej instytucji. To czyni je idealnym aktywem rezerwowym dla kraju, który chce zachować suwerenność monetarną i finansową.
