Polska w 2026 roku, drugim roku rządów Donalda Tuska, osiągnie drugi najwyższy deficyt budżetowy w Unii Europejskiej, ustępując jedynie Rumunii. Z planowanym deficytem na poziomie 6,5 procent PKB, czyli różnicą 271,7 miliardów złotych między wydatkami a dochodami, nasz kraj staje przed historycznym wyzwaniem fiskalnym. Paradoksalnie, względnie dobra kondycja polskiej gospodarki, odziedziczona po poprzednikach, pozwala na finansowanie tak ogromnej dziury budżetowej, ale eksperci ostrzegają przed długoterminowymi konsekwencjami takiej polityki rządu.
Deficyt budżetowy Polski bije europejskie rekordy – tylko Rumunia gorsza
Liczby nie pozostawiają złudzeń – polski budżet na 2026 rok przewiduje wydatki na poziomie 918,9 miliardów złotych przy dochodach wynoszących zaledwie 657 miliardów złotych. Deficyt budżetowy w wysokości 271,7 miliardów złotych oznacza, że Polska zajmie drugie miejsce w Unii Europejskiej pod względem nierównowagi fiskalnej, ustępując jedynie Rumunii.
Nasz kraj utrzymuje pozycję lidera wzrostu w regionie, co pozwala na relatywnie bezpieczne zarządzanie wysokim zadłużeniem. Agencje ratingowe nadal pozytywnie oceniają polską gospodarkę, co ułatwia pozyskiwanie finansowania na międzynarodowych rynkach.
Obecna strategia fiskalna może zagrozić osiągnięciom transformacji gospodarczej, której Polska dokonała od 1989 roku. Tak wielki deficyt trzeba finansować, a robimy to przy użyciu oszczędności krajowych. Mechanizm ten oznacza, że środki, które mogłyby zostać przeznaczone na finansowanie inwestycji prywatnych, trafiają do budżetu państwa. W konsekwencji polski biznes ma ograniczony dostęp do kapitału, co pogłębia jego zaległości inwestycyjne i dystans pod względem innowacyjności w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Polska ma ogromne potrzeby inwestycyjne w infrastrukturze i energetyce, ale obecny model finansowania deficytu może te plany zahamować.
Armia, zdrowie i mieszkalnictwo pochłoną miliardy – gdzie rząd szuka pieniędzy
Rząd planuje przeznaczenie 4,8 procent PKB na obronność w 2026 roku, co plasuje Polskę wśród krajów o najwyższych wydatkach militarnych w NATO. Dodatkowo znacząco wzrosną nakłady na służbę zdrowia, mieszkalnictwo i termomodernizację domów. Te priorytetowe obszary pochłoną zdecydowaną większość planowanych wydatków budżetowych.
Status kraju przyfrontowego w obliczu wojny w Ukrainie uzasadnia wysokie wydatki na obronność, ale generuje dodatkowe obciążenie dla budżetu państwa. „Jeśli chodzi o udział tych wydatków w PKB to tylko w niektórych krajach UE jest on wyższy, np. we Francji” – zauważa Benecki. Francja jednak dysponuje znacznie większą gospodarką i bardziej rozwiniętym systemem fiskalnym, co ułatwia finansowanie wysokich wydatków publicznych.
Ekonomista postuluje zasadniczą zmianę podejścia do polityki budżetowej. „Mieliśmy wiele lat bardzo hojnej polityki dla gospodarstw domowych. Teraz jest czas na hojną politykę dla gospodarki, zwłaszcza w kierunku inwestycji i obronności” – argumentuje. Ta zmiana oznaczałaby przesunięcie środków z programów socjalnych na rzecz inwestycji w infrastrukturę i bezpieczeństwo.
Rekordowe 422 miliardy złotych do pożyczenia – czy Polska udźwignie taki ciężar
Potrzeby pożyczkowe Polski na 2026 rok wyniosą historyczne 422 miliardy złotych, co stanowi absolutny rekord w historii polskich finansów publicznych. Ministerstwo Finansów planuje pozyskać te środki zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym, wykorzystując również tanie pożyczki z Krajowego Planu Odbudowy. Środki z KPO częściowo łagodzą presję na budżet, ale główne obciążenie nadal spoczywa na krajowych oszczędnościach. Ten mechanizm finansowania ma jednak poważne skutki uboczne dla całej gospodarki.
Polska znajduje się w unikalnej sytuacji na mapie Europy – utrzymuje relatywnie niskie podatki przy jednoczesnym prowadzeniu ekspansywnej polityki socjalnej na poziomie porównywalnym z krajami Europy Zachodniej. Ta kombinacja, wzmocniona dodatkowymi wydatkami wynikającymi ze statusu kraju przyfrontowego, tworzy strukturalny problem fiskalny.
Ten model ekonomiczny, choć politycznie atrakcyjny, niesie ze sobą poważne ryzyko dla stabilności fiskalnej kraju. Ekonomista nie pozostawia wątpliwości co do trwałości takiego układu. Kombinacja wysokich wydatków z niskimi podatkami w długiej perspektywie jest nie do utrzymania.
Rząd zapowiedział jedynie skromny wzrost płac w sferze budżetowej o 3 procent, co sygnalizuje pewną powściągliwość, ale nie rozwiązuje fundamentalnego problemu strukturalnego polskich finansów publicznych.
