Polska dysponuje obecnie 550 tonami złota o wartości 276 miliardów złotych, co plasuje nas na 12. pozycji wśród banków centralnych na świecie. Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego, zamierza zwrócić się do zarządu NBP o przyjęcie uchwały zwiększającej rezerwy do 700 ton. To kolejny krok w strategii budowania finansowej poduszki bezpieczeństwa państwa, realizowanej w czasach, które sam Glapiński określa jako „wyjątkowo nerwowe”. Równocześnie prezes NBP przedstawił optymistyczne prognozy inflacyjne na 2026 rok i nakreślił perspektywy dla polityki stóp procentowych.
NBP rusza po kolejne 150 ton złota – zakupy bez presji czasowej
Prezes Glapiński zapowiedział na czwartkowej konferencji prasowej zamiar wystąpienia do zarządu Narodowego Banku Polskiego z wnioskiem o przyjęcie uchwały zwiększającej polskie rezerwy złota do poziomu 700 ton. Cel ten nie zostanie określony w czasie – zakupy będą realizowane elastycznie, w zależności od warunków rynkowych i pojawiających się okazji. Obecna wartość posiadanych przez NBP 550 ton złota wynosi 76,5 miliarda dolarów, co przy obecnym kursie przekłada się na niemal 276 miliardów złotych.
Strategia NBP zakłada oportunistyczne podejście do rynku. Bank centralny będzie obserwował ceny kruszcu i dokonywał zakupów wówczas, gdy pojawią się korzystne momenty. To podejście różni się od sztywnych planów czasowych, które mogłyby zmusić NBP do kupowania złota w momencie szczytowych notowań.
Łączna wartość wszystkich aktywów rezerwowych NBP – zarówno złota, jak i dewiz – osiągnęła obecnie 976,5 miliarda złotych. Ta kwota plasuje Polskę w gronie 20 największych banków centralnych świata pod względem wielkości rezerw, co świadczy o rosnącej pozycji naszego kraju w globalnym systemie finansowym.
Polski bank centralny największym nabywcą złota w 2025 roku
W ubiegłym roku NBP powiększył swoje zasoby złota o ponad 100 ton, co uczyniło go największym nabywcą tego kruszcu wśród wszystkich banków centralnych na świecie. To bezprecedensowa skala zakupów, która wywindowała Polskę z pozycji średniego gracza do czołówki krajów gromadzących fizyczne rezerwy monetarne. Jeszcze kilka lat temu nasze zasoby wynosiły zaledwie 103 tony.
Obecnie wartość złota stanowi około 28 procent wszystkich rezerw NBP. Ten wysoki udział wynika jednak w dużej mierze z dynamicznego wzrostu cen kruszcu na rynkach światowych, a nie wyłącznie z przyrostu jego fizycznej ilości. Prezes Glapiński zwrócił uwagę, że gdyby nie uwzględniać wzrostu cen, udział złota w rezerwach wyniósłby około 18 procent. W ostatnich latach cena uncji złota wzrosła z poziomu około 1200 dolarów w 2019 roku do ponad 2600 dolarów obecnie, co ponad dwukrotnie zwiększyło wartość polskich zasobów bez konieczności dodatkowych zakupów.
Pozycja 12. miejsca na świecie stawia Polskę przed takimi krajami jak Belgia, Filipiny czy Algieria. Wyprzedzają nas jedynie potęgi gospodarcze i finansowe takie jak Stany Zjednoczone (ponad 8100 ton), Niemcy (około 3350 ton), Włochy, Francja czy Rosja. W regionie Europy Środkowo-Wschodniej Polska bezsprzecznie dominuje, posiadając kilkukrotnie większe rezerwy niż wszystkie sąsiednie kraje łącznie.
Złoto jako strategiczny bufor – 115 miliardów złotych zysku na papierze
Prezes Glapiński kategorycznie wykluczył możliwość sprzedaży zgromadzonego złota, określając je jako strategiczny zasób bezpieczeństwa państwa. Podkreślił, że sprzedaż kruszcu „absolutnie nie wchodzi w grę”, niezależnie od potencjalnych zysków, które mogłyby z niej wyniknąć. Gdyby hipotetycznie sprzedać tylko to złoto, które NBP zakupił w czasie kadencji Glapińskiego, zysk wyniósłby 115 miliardów złotych – to kwota porównywalna z rocznym budżetem kilku ministerstw.
Glapiński przestrzegł jednak przed nadmiernym optymizmem związanym z wzrostem cen złota. Zaznaczył, że obecny rajd cenowy nie będzie trwał wiecznie i w przyszłości należy spodziewać się istotnej korekty na rynku kruszców. Historia pokazuje, że po okresach dynamicznych wzrostów następowały wieloletnie stagnacje – tak było po szczycie z 2011 roku, kiedy cena uncji przekroczyła 1900 dolarów, po czym spadała przez kilka kolejnych lat.
Niezależnie od wahań cen, bank centralny zamierza kontynuować gromadzenie rezerw. Glapiński uzasadnia tę strategię koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa finansowego kraju w „wyjątkowo nerwowych czasach”. Ta retoryka odnosi się do rosnących napięć geopolitycznych, niepewności związanej z wojną w Ukrainie, zmianami w polityce handlowej głównych gospodarek światowych oraz ogólną destabilizacją globalnego systemu finansowego. Złoto, jako aktywo niezwiązane z żadną walutą narodową ani systemem politycznym, stanowi ubezpieczenie na wypadek kryzysów walutowych lub załamań zaufania do głównych walut rezerwowych.
Inflacja pod kontrolą – perspektywy sprzyjają obniżkom stóp procentowych
Prezes NBP przedstawił optymistyczny obraz sytuacji inflacyjnej w Polsce. Prognozy wskazują na utrzymanie inflacji w 2026 roku w granicach celu inflacyjnego banku centralnego, który wynosi 2,5 procent plus minus jeden punkt procentowy. Glapiński ocenił, że spadek inflacji jest trwały, a perspektywy na najbliższe kwartały pozostają korzystne zarówno pod względem wzrostu cen, jak i szerszych uwarunkowań makroekonomicznych.
Docelowy poziom stóp procentowych prezes NBP widzi w okolicach 3,5 procent, przy realnej stopie procentowej na poziomie 1-1,5 procent. To sygnał, że przestrzeń do obniżek istnieje – obecna stopa referencyjna wynosi 5,75 procent, co oznaczałoby potencjalne cięcie o 2,25 punktu procentowego. Glapiński zastrzegł jednak, że Rada Polityki Pieniężnej będzie podejmować decyzje stosownie do swojej oceny sytuacji ekonomicznej w najbliższych tygodniach, co oznacza zachowanie pełnej elastyczności w reakcji na zmieniające się warunki.
Kluczowym czynnikiem sprzyjającym dezinflacji jest stopniowy spadek presji cenowej w sektorze usług. Wynika to między innymi z niższej dynamiki wynagrodzeń – prezes NBP poinformował, że w ostatnich miesiącach płace rosną w tempie zbliżonym do 7 procent, co stanowi wyraźne spowolnienie w porównaniu z poziomami przekraczającymi 10 procent w latach 2022-2023. Dodatkowo niewielkie tempo wzrostu płacy minimalnej oraz ograniczony wzrost wynagrodzeń w sektorze publicznym ograniczają presję kosztową w gospodarce.
Glapiński przewiduje dalsze obniżanie dynamiki wynagrodzeń, o ile nie pojawią się nieprzewidziane okoliczności. To ważny sygnał dla przedsiębiorców i inwestorów, wskazujący na stabilizację kosztów pracy jako jednego z głównych motorów inflacji w ostatnich latach.
Chińskie tanie towary i globalna deflacja hamują wzrost cen w Polsce
Prezes NBP wskazał na globalne czynniki dezinflacyjne jako dodatkowe źródło łagodzenia presji cenowej w Polsce. Rosnący import tanich towarów z Chin odgrywa coraz większą rolę w kształtowaniu cen detalicznych. Chińskie produkty, od elektroniki przez odzież po artykuły gospodarstwa domowego, zalewają polski rynek oferując ceny znacznie niższe niż lokalne odpowiedniki lub produkty z innych krajów europejskich.
Glapiński zwrócił uwagę na paradoks związany z tym zjawiskiem. Z jednej strony tani import z Chin obniża inflację w krótkim okresie, co jest korzystne dla konsumentów i polityki pieniężnej. Z drugiej strony stanowi zagrożenie dla długoterminowego wzrostu PKB w Europie i Polsce, ponieważ krajowa wytwórczość może tracić konkurencyjność i stopniowo zanikać. „Z punktu widzenia wzrostu PKB w Europie, tym w Polsce w dłuższym okresie, to jest oczywiście zagrożenie, że u nas wytwórczość będzie gasła, a w Chinach się rozwijała, ale z punktu widzenia inflacji – na dziś, na najbliższe lata – to jest pozytywny element obniżający inflację” – wyjaśnił prezes NBP.
Równie istotne dla trajektorii cen są niskie koszty surowców na rynkach światowych. Ceny ropy naftowej utrzymują się w okolicy 70-80 dolarów za baryłkę, podczas gdy jeszcze dwa lata temu przekraczały 100 dolarów. Gaz ziemny w Europie kosztuje obecnie ułamek tego, co w szczytowym momencie kryzysu energetycznego w 2022 roku. Słaba koniunktura globalna, szczególnie w Chinach i innych krajach rozwijających się, ogranicza popyt na surowce i popycha ich ceny w dół.
Niskie ceny żywności na rynkach światowych również wspierają dezinflację. Dobré zbiory zbóż, stabilna sytuacja w produkcji mięsa i spadek kosztów nawozów przełożyły się na obniżenie cen artykułów spożywczych w skali globalnej. Polska, jako importer wielu produktów rolnych i eksporter innych, benefituje z tej sytuacji poprzez niższe ceny żywności w sklepach.
Glapiński podsumował, że wszystkie te elementy wskazują na trwałość spadku inflacji w Polsce, choć zaznaczył, że zawsze istnieją czynniki niepewności. Mogą to być nieoczekiwane szoki podażowe, eskalacja konfliktów geopolitycznych wpływająca na ceny energii, czy nagłe zmiany w polityce handlowej głównych gospodarek. Niemniej obecna sytuacja makroekonomiczna daje bankowi centralnemu komfort manewru i możliwość stopniowego łagodzenia polityki pieniężnej bez ryzyka powrotu wysokiej inflacji.
