5 marca 2026 roku w siedzibie spółki przy ul. Inżynierskiej w Jelczu-Laskowicach padły podpisy, które formalnie uruchomiły największą inwestycję w historii dolnośląskiego producenta ciężarówek wojskowych. Polska Grupa Zbrojeniowa przeleje na konto Jelcza dokładnie 756 090 000 złotych z państwowego Funduszu Inwestycji Kapitałowych. Za tę kwotę w podwrocławskich Miłoszycach stanie nowa fabryka, która ponad trzykrotnie zwiększy zdolności produkcyjne firmy. Do tej pory z zakładu wyjeżdżało pół tysiąca samochodów rocznie, gdy obecne potrzeby wojska sięgają tysięcy podwozi rocznie. Armia zamówiła już pojazdy; teraz Jelcz dostaje środki, by je zbudować na czas.
Co zostało podpisane i za czyje pieniądze
Umowę podpisano 5 marca 2026 roku. W wydarzeniu uczestniczyli m.in. wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota, prezes PGZ Adam Leszkiewicz, prezes Jelcza Mariusz Ptak oraz członek zarządu spółki Małgorzata Węgłowska-Juskowiak. Dokument nosi oficjalną nazwę „Budowa nowej fabryki i zwiększenie zdolności produkcyjnych Jelcz Sp. z o.o.” i formalnie uruchamia transfer środków od PGZ do spółki.
Wspomniana kwota, w wysokości ponad 756 mln zł, pochodzi z funduszu celowego w wysokości 3 888,11 mln zł, który rząd przyznał Uchwałą Rady Ministrów z 24 czerwca 2024 r. w sprawie dokapitalizowania spółek wchodzących w skład Konsorcjum PGZ-NAREW. Jelcz otrzymał swój udział razem z trzema innymi spółkami grupy: PIT-Radwarem, Wojskowymi Zakładami Uzbrojenia oraz Zakładami Mechanicznymi Tarnów. Dysponentem Funduszu Inwestycji Kapitałowych jest minister aktywów państwowych.
Zakres inwestycji obejmie m.in. zakup gruntu, zakup parku maszynowego, budowę hal produkcyjnych i budowę parkingu koncesyjnego. Powstaną one na trzech działkach o powierzchni ok. 14, 6 i 4 hektarów w miejscowości Miłoszyce, pod Jelczem-Laskowicami. Teren jest własnością Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Prezes Ptak zapowiedział, że jeszcze w marcu 2026 roku planowane jest podpisanie odrębnej umowy ze strefą, która sfinalizuje kwestie formalne przejęcia gruntu.
Dlaczego stara hala przestała wystarczać
Hala produkcyjna w Jelczu-Laskowicach jest niewystarczająca do prowadzenia bieżącej produkcji, bo wiekowe hale są zbyt wąskie do montażu wielkich ciężarówek. Jelcz od 2024 roku walczy z zaległościami produkcyjnymi i zreorganizował pracę, tworząc drugą linię montażową. Żadne z tych doraźnych rozwiązań nie rozwiązało pierwotnego problemu, którym są fizyczne ograniczenia zabudowy pamiętającej zupełnie inną epokę.
W 2025 roku firma planowała wyprodukować 700 wozów, o 200 więcej niż dotychczasowe 500 rocznie. Stąd też współpraca z Autosanem, dzięki której w Sanoku uruchomiono dodatkową linię montażową wojskowych ciężarówek. Pierwsza partia 20 sztuk typu 442.32 z Sanoka zjechała z taśmy w 2024 roku. Ten ruch zwolnił część przestrzeni pod produkcję nowych modeli 3. generacji, jednak bez nowego zakładu Jelcz nie wyjdzie poza pułap, który wojsko dawno przestało uważać za wystarczający.
W październiku 2025 roku premier Donald Tusk ogłosił, że w Raciborzu, w halach po Rafako, które ogłosiło upadłość, uruchomiona zostanie produkcja Jelcza. Już rozpoczęto realizację nowych zamówień, a plan spółki RFK na rok 2026 zakłada sprzedaż na poziomie 55 mln zł. Aktualnie w zakładzie pracuje 60 osób, a do końca 2026 roku planuje się osiągnąć poziom około 120 pracowników. Racibórz, Autosan i nowe Miłoszyce mają razem dać produkcję niemieszczącą się dotychczas w jednym zakładzie, przy czym każdy z zakładów odpowiada za inny segment modeli i inny etap montażu.
Nowa fabryka i plan na 1800 pojazdów rocznie
Nowy zakład w Miłoszycach ma być zakładem typu automotive, zaprojektowanym elastycznie, bez przywiązania do jednego konkretnego modelu czy układu napędowego. Nowa fabryka w Miłoszycach ma stać się jednym z głównych ośrodków produkcji seryjnej spółki, a inwestycja wpisuje się w szerszą strategię rozwoju Jelcza, obejmującą również współpracę z zakładami w Raciborzu i Autosanem.
Uruchomienie nowego zakładu produkcyjnego umożliwić ma docelowo wzrost liczby produkowanych pojazdów we wszystkich oddziałach Jelcza do 1600–1800 sztuk rocznie w ostatnim roku realizacji przedsięwzięcia, a więc do 2030 roku. Rok 2026 ma być już rokiem rekordowym, bo prezes Ptak zapowiedział produkcję około 1400 pojazdów, co byłoby najwyższym wynikiem w historii spółki. Jak określił sam prezes, podpisanie umowy to „milowy krok”, wprowadzający Jelcz w epokę dynamicznych zmian, transformacji ku innowacjom i skokowego wzrostu zdolności produkcyjnych.
Jelcz 3. generacji — nowe pojazdy, nowa architektura
Nowa fabryka nie będzie powielać starej produkcji. Właśnie w Miłoszycach Jelcz planuje uruchomić seryjną produkcję zupełnie nowej rodziny ciężarówek, zaprojektowanych przez polskich inżynierów od podstaw. Trzecia generacja samochodów Jelcz z niezależnym zawieszeniem powstała od zera, a dotychczas zaprezentowano dwa typy: trzyosiowy o oznaczeniu 663.45 oraz czteroosiowy wóz 883.57.
Model 663.45 ma masę własną 18,5 tony, a jego masa maksymalna wynosi 33 tony. Czteroosiowy 883.57 liczy 22 tony własne, a jego masa maksymalna to 44 tony. Oba pojazdy otrzymały silniki niemieckiej firmy MTU: mniejszy model napędza jednostka 12,8-litrowa o mocy 449 KM, a większy 15,6-litrowy diesel generujący 576 KM. Modele różnią się też skrzyniami biegów: 663.45 otrzymał 6-biegową przekładnię automatyczną ZF, natomiast 883.57 korzysta z 7-biegowego automatu ZF 7HP 3020. Nowa rodzina ciężarówek jest też pierwszą w ofercie polskiego producenta wykorzystującą w pełni niezależne zawieszenie, oparte na zaadaptowanych z amerykańskich rozwiązań osiach AxleTech ISAS wyposażonych w pneumatyczne hamulce tarczowe.
Projektując trzecią generację, konstruktorzy z Jelcza korzystali przede wszystkim z doświadczeń polskiej armii, głównego użytkownika aut tej marki. Żołnierzom zależało na poprawie trzech aspektów: dzielności terenowej, komfortu załogi oraz łatwości napraw i serwisu. Silnik trafił za kabinę, co pozwoliło zrezygnować z tunelu zajmującego przestrzeń w środku, a czteroosobowa załoga siedzi teraz praktycznie na jednym poziomie i może swobodnie przemieszczać się między siedzeniami.
W dolnośląskim przedsiębiorstwie trwają też prace nad wariantami 4×4 oraz 10×10. Oznacza to, że z czasem oferta pojazdów 3. generacji obejmie każdy segment wojskowych pojazdów ciężarowych z napędem na wszystkie osie. W dłuższej perspektywie planuje się także konfiguracje hybrydowe z niezależnym zawieszeniem na osiach przednich i klasycznym wózkiem z tyłu.
Logistyczne serce Sił Zbrojnych bije w Jelczu-Laskowicach
Jelcz dostarcza wojsku nie tyle pojazdy, ile ruchomą infrastrukturę, na której opiera się zdolność bojowa i logistyczna całych systemów uzbrojenia. Prezes PGZ Adam Leszkiewicz wyliczył podczas uroczystości podpisania umowy, że pojazdy Jelcza w kilkunastu wersjach i specjalistycznych odmianach są kluczowymi elementami systemów obrony powietrznej Wisła, Narew i Pilica, będą też w systemie antydronowym SAN, pełnią służbę w Morskiej Jednostce Rakietowej, u radiotechników, u artylerzystów w Dywizjonowych Modułach Ogniowych REGINA, a jako ciągnik siodłowy w zestawach JAK transportują najcięższe, 70-tonowe ładunki.
Trzyosiowy 663.45 jest nośnikiem wyrzutni M142 HIMARS w programie Homar-A, a czteroosiowy 883.57 stanowi platformę dla koreańskiego systemu K239 Chunmoo w programie Homar-K. W grudniu 2022 roku konsorcjum PGZ-WWR zawarło z Agencją Uzbrojenia kontrakt na 59 pojazdów i specjalistycznych podwozi do dwóch dywizjonowych modułów ogniowych o wartości ok. 330 mln zł, obejmujący m.in. 18 podwozi do modułów wyrzutni K239/Homar-K oraz pojazdy amunicyjne do obu systemów rakietowych.
Wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota powiedział podczas uroczystości, że „tutaj, w tej fabryce Jelcz-Laskowice i tej nowej hali, która będzie budowana, będzie biło logistyczne serce polskich Sił Zbrojnych”. Zdolność szybkiego przemieszczania ciężkiego sprzętu, systemów rakietowych i węzłów łączności przekłada się bezpośrednio na gotowość bojową, a wszystkie te elementy stoją na podwoziach z Jelcza-Laskowic.
