Główny Urząd Statystyczny opublikował tzw. kwietniową notyfikację fiskalną — coroczne zestawienie stanu finansów publicznych według metodologii unijnej. Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł w 2025 r. 284 mld zł, co stanowi 7,3 proc. PKB i jest wynikiem najgorszym od 2010 r. — wyższym nawet niż w pandemicznym 2020 r., gdy sięgał 6,9 proc. PKB. Równolegle dług publiczny dobił do 59,7 proc. PKB, czyli zaledwie 0,3 pkt proc. poniżej konstytucyjnego progu, którego przekroczenie uruchamia automatyczne mechanizmy prawne wymuszające dyscyplinę budżetową. Dzieje się to w warunkach wzrostu gospodarczego, bez żadnego zewnętrznego wstrząsu, który mógłby tłumaczyć skalę tej nierównowagi.
Dług przy konstytucyjnej barierze — co się stanie, gdy Polska przekroczy 60 proc. PKB
Przez ostatnią dekadę dług publiczny liczony według metodologii unijnej oscylował w przedziale 45–55 proc. PKB. W 2023 r. wynosił 49,5 proc. PKB. W 2024 r. — 54,8 proc. PKB. W 2025 r. dobił do 59,7 proc. PKB, czyli 2,335 bln zł. Skok o 10 punktów procentowych w ciągu dwóch lat.
Próg 60 proc. PKB nie jest umowną granicą — jest zapisany w art. 216 ust. 5 Konstytucji RP, a jego przekroczenie uruchamia konkretne obowiązki ustawowe. Rada Ministrów ma miesiąc na przedstawienie programu sanacyjnego obniżającego dług poniżej tego poziomu. Samorządy tracą możliwość uchwalania budżetów z deficytem. Jednostki sektora finansów publicznych od siódmego dnia od ogłoszenia regulacji nie mogą udzielać nowych poręczeń i gwarancji. Innymi słowy: automatyczna blokada zadłużania całego sektora publicznego — od budżetu centralnego po gminy.
Jedyna dobra wiadomość z raportu GUS to fakt, że dług nie przekroczył tego progu w 2025 r. i rośnie wolniej, niż wcześniej zakładało Ministerstwo Finansów. Margines wynosi jednak zaledwie 0,3 pkt proc. — równowartość kilku miliardów złotych przy budżecie przekraczającym bilion.
Gorsi od nas tylko Rumuni — Polska z drugim najwyższym deficytem w UE
Deficyt 7,3 proc. PKB plasuje Polskę na drugim miejscu w całej Unii Europejskiej, zaraz za Rumunią, gdzie sięgnął 7,9 proc. PKB. Kolejne kraje w tym zestawieniu to Belgia z wynikiem 5,2 proc. PKB oraz Francja — 5,1 proc. PKB. Łącznie 11 państw członkowskich przekroczyło unijny próg 3 proc. PKB, jednak aż pięć zakończyło 2025 r. nadwyżką budżetową — Cypr, Dania, Irlandia, Grecja i Portugalia.
Średni deficyt dla całej Unii wyniósł 3,1 proc. PKB — ponad dwa razy mniej niż w Polsce. Co istotne, mniej więcej połowa krajów UE poprawiła swoje wyniki rok do roku. Nie ma tu żadnego zewnętrznego trendu, który tłumaczyłby krajowe kłopoty — żadnego wspólnego wstrząsu, żadnej recesji w strefie euro, żadnego globalnego kryzysu. Polska wyróżnia się na tle kontynentu negatywnie i robi to konsekwentnie od dwóch lat.
Komisja Europejska nałożyła na Polskę procedurę nadmiernego deficytu już w 2024 r., po tym jak wynik za 2023 r. sięgnął 5,2 proc. PKB. Procedura nakłada na kraj obowiązek przedstawienia ścieżki konsolidacji fiskalnej i poddaje politykę budżetową stałemu nadzorowi Brukseli.
Wydatki rosną, dochody nie nadążają — skąd bierze się dziura
Deficyt 7,3 proc. PKB jest efektem strukturalnego rozjazdu między tempem wzrostu dochodów i wydatków publicznych. Dochody sektora instytucji rządowych i samorządowych wzrosły do 43,6 proc. PKB wobec 42,8 proc. rok wcześniej. Wydatki wzrosły do 50,9 proc. PKB wobec 49,2 proc. rok wcześniej. Nożyce rozwarły się o kolejny punkt procentowy, a tendencja ta utrzymuje się nieprzerwanie od 2021 r., gdy deficyt wynosił jeszcze 1,7 proc. PKB.
Głównym źródłem dziury jest budżet centralny — jego deficyt wyniósł w 2025 r. aż 280 mld zł, czyli 7,2 proc. PKB. Samorządy i fundusze zabezpieczenia społecznego odpowiadają za resztę. Niespodzianką okazało się gwałtowne skurczenie nadwyżki samorządowej: przez większą część roku samorządy jako beneficjenci reformy finansów JST notowały wysokie dodatnie salda, jednak na koniec roku nadwyżka stopniała do zaledwie 0,6 mld zł wobec 14 mld zł rok wcześniej.
Dodatkowym problemem jest nieprzejrzystość finansów publicznych. Fundusze pozabudżetowe, zarządzane głównie przez Bank Gospodarstwa Krajowego, są trudne do bieżącego śledzenia — ich wyniki ujawniają się dopiero w końcowej notyfikacji GUS, co utrudnia monitorowanie rzeczywistego stanu finansów w trakcie roku. Deficyt w tych funduszach okazał się wyższy od oczekiwań.
Trwałym czynnikiem po stronie wydatkowej pozostają nakłady na obronność, które będą rosły przez kolejne lata niezależnie od koniunktury. Dochodzą do tego programy osłonowe, których przykładem jest projekt CPN — łatwe do wprowadzenia, trudne politycznie do wycofania.
CPK okrojony, regiony bez szybkiej kolei — co stało się z inwestycjami wzrostu
284 mld zł deficytu nie przełożyło się na infrastrukturę: pieniądze, których w budżecie brakuje, nie trafiły do projektów zdolnych wygenerować wzrost PKB i zwiększyć przyszłą bazę podatkową — zasilały wydatki bieżące.
Tymczasem rząd Donalda Tuska po przejęciu władzy w grudniu 2023 r. przez kilkanaście miesięcy nie podejmował decyzji kierunkowych w sprawie Centralnego Portu Komunikacyjnego. W samej spółce CPK trwało przez ten czas de facto zawieszenie: kontynuowano wyłącznie umowy podpisane przez poprzedni zarząd, nowe działania zostały wstrzymane do czasu zakończenia audytów i decyzji premiera.
Gdy w czerwcu 2024 r. rząd ogłosił wreszcie swoje plany wobec CPK, projekt okazał się wyraźnie okrojony. Poprzedni rząd przygotował koncepcję „piasty i szprych” — sieć 1981 km nowych linii kolejowych rozchodzących się z węzła w Baranowie do największych miast w Polsce, zapewniającą dotarcie do CPK w czasie do 2,5 godziny z niemal każdego zakątka kraju. Rząd Tuska zastąpił tę koncepcję linią Y — jedną trasą łączącą Warszawę z Łodzią, a następnie rozgałęziającą się w kierunku Poznania i Wrocławia. Rzeszów, Ostrołęka, Warmia i Mazury, Podlasie — wszystkie te regiony wypadły z nowej siatki połączeń. Samorządy z kilkunastu województw wysyłały do premiera petycje z prośbą o powrót do koncepcji szprych.
Budżet inwestycji kolejowych w ramach CPK skurczył się o ok. 20 mld zł względem planów poprzedniego rządu. Przepustowość samego lotniska w Baranowie ustalono na 34 mln pasażerów rocznie w pierwszym etapie — wobec zakładanych wcześniej 40 mln.
Równolegle branża budowlana sygnalizuje, że PKP PLK nie publikuje wieloletnich planów przetargowych — wykonawcy mają pewność kontraktów wyłącznie na jeden rok wprzód, co uniemożliwia planowanie zdolności produkcyjnych i stabilizację zatrudnienia w sektorze.
Zaniechania inwestycyjne mają bezpośredni wymiar fiskalny: nowe linie kolejowe, port lotniczy i rozbudowa infrastruktury portowej generowałyby wzrost PKB, który mechanicznie obniżałby relację długu do produktu krajowego brutto — bez konieczności cięcia wydatków bieżących.
Wybory za półtora roku — dwa scenariusze dla finansów w 2026 r.
Deficyt wyższy niż w pandemicznym 2020 r., dług przy konstytucyjnej barierze, procedura nadmiernego deficytu KE, okrojone inwestycje — i perspektywa wyborów parlamentarnych za półtora roku. W takiej konstelacji ekonomiści nie spodziewają się odważnych decyzji konsolidacyjnych.
W scenariuszu optymistycznym — przy utrzymaniu dobrego tempa wzrostu PKB i braku nowych dużych transferów społecznych — deficyt może w 2026 r. spaść do przedziału między 6 a 7 proc. PKB. Podstawa podatkowa jest relatywnie dobra, a rząd nie ogłosił nowych dużych wydatków po stronie socjalnej.
W scenariuszu mniej korzystnym, uwzględniającym napięcia geopolityczne, presję wydatkową i polityczny brak apetytu na niepopularne decyzje, deficyt może zbliżyć się do 8 proc. PKB — a przekroczenie konstytucyjnego progu zadłużenia stałoby się kwestią nie lat, lecz miesięcy.
Pytanie nie brzmi już, czy Polska zbliży się do granicy 60 proc. PKB — brzmi, czy zbliżenie to zatrzyma się w porę.
