Rozmowa o otwarciu Żabki zwykle toczy się w cztery oczy, bez nagrania i bez świadków. Ukryta kamera Kamila Karolczyka nagrała całą rozmowę o otwarciu franczyzy, od pierwszego spotkania z działającym franczyzobiorcą po szczegółową prezentację systemu rozliczeń u rekruterki sieci. Materiał trwa prawie półtorej godziny i w kilka miesięcy zebrał kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń. Rekruterka przyznaje w nagraniu, że samo wytłumaczenie systemu rozliczeń zajmuje osiem godzin, a to dopiero początek dokumentów do podpisania.
Kamera, o której nie wiedziała rekruterka Żabki
BiznesMEN TV to kanał, na którym Karolczyk od dłuższego czasu rozkłada na czynniki pierwsze oferty biznesowe kierowane do drobnych przedsiębiorców. Tym razem wybrał franczyzę Żabki, największej sieci convenience w Polsce. Umówił się najpierw z działającym franczyzobiorcą, który prowadzi swój sklep od pewnego czasu, a dopiero potem poszedł na spotkanie z rekruterką odpowiadającą za pozyskiwanie nowych partnerów dla sieci.
Na końcu spotkania rekrutacja przechodzi w konkrety. Formalizacja współpracy wymaga ponad trzydziestu dokumentów. Sama umowa franczyzowa liczy około czterdziestu stron. Zabezpieczeniem jest przy tym weksel z poręczycielem albo kaucja w wysokości 20 tysięcy złotych.
Nagranie, które trafiło do sieci pod koniec stycznia, przeplata surowy zapis rozmów autorskim komentarzem Karolczyka. Ton bywa ironiczny, zwłaszcza tam, gdzie rekruterka tłumaczy zasady, które brzmią korzystnie ale budzą wątpliwości po dokładnym przeliczeniu. Wcześniej temat dotyczył głównie relacji byłych franczyzobiorców. Tym razem kamera pokazała sam moment sprzedawania wizji biznesu, zanim ktokolwiek podpisze którykolwiek z dokumentów.
Franczyzobiorca zatrzymuje ułamek obrotu Żabki
Franczyzobiorca, z którym rozmawiał Karolczyk, prowadzi swój sklep od trzech lat i zgodził się podać realne liczby. Jego miesięczny obrót sięga około 150 tysięcy złotych. Po rozliczeniu z siecią zostaje z tego około 30 tysięcy, a po odjęciu własnych kosztów, głównie wynagrodzeń pracowników, na koncie franczyzobiorcy ląduje jakieś 8 tysięcy złotych. Nie więcej.
Na tę końcową kwotę składa się kilka elementów naraz. Podstawowa marża wynosi 5, 10 lub 15 procent, zależnie od kategorii sprzedawanego towaru. Dochodzą do tego premie za audyty jakościowe, od kilkuset złotych do 3 tysięcy. Osobno liczy się bonus lojalnościowy, 1000 złotych za każdy rok współpracy. Wypłata trafia do franczyzobiorcy dopiero po trzech latach, w dwóch transzach. Osobną pozycją jest niedziela. Marża z dnia otwarcia w święto się podwaja, a premia nie może wynieść mniej niż 600 złotych.
Średnia marża sieci wypada wyżej niż u rozmówcy Karolczyka
Trzydzieści tysięcy złotych, o których mówi rozmówca Karolczyka, można teraz zestawić z danymi samej sieci. Grupa Żabka opublikowała raport finansowy za 2025 rok, w którym podaje średnią marżę przypadającą na jeden sklep, uwzględniającą zarówno wpływy ze sprzedaży, jak i wynagrodzenie motywacyjne wypłacane przez centralę. Wyniosła ona 446 tysięcy złotych rocznie, czyli ponad 37 tysięcy miesięcznie. To nieco więcej, niż zadeklarował rozmówca z nagrania.
Wskaźnik rośnie z roku na rok. W 2021 roku średnia marża na sklep wynosiła 307 tysięcy złotych. W 2024 roku było to już 426 tysięcy. W 2025 roku sieć przekazała franczyzobiorcom ponad 5 miliardów złotych. Sklepy prowadziło wtedy 10 585 osób. Spadł też odsetek osób rezygnujących ze współpracy. W 2021 roku wynosił 10,5 procent. W 2025 roku 7,8 procent.
Kredyt kupiecki komplikuje pożegnanie z siecią Żabka
Na starcie każdy nowy sklep trzeba zatowarować, a to kosztuje około 150 tysięcy złotych. Franczyzobiorca nie płaci za ten towar od razu. Sieć udziela mu czegoś w rodzaju kredytu kupieckiego, czyli odracza termin płatności do momentu sprzedaży towaru klientom. Dopóki współpraca trwa, mechanizm działa w tle i nie budzi wątpliwości. Problem pojawia się przy rozstaniu ze sklepem, kiedy trzeba rozliczyć się z tego, co zostało na półkach i w kasie.
Karolczyk twierdzi w nagraniu, że część franczyzobiorców myli w tym momencie własne środki z zobowiązaniem wobec fiskusa. To własna ocena Karolczyka. Rozliczenia sklepów działających w takim modelu bywają jednak przedmiotem sporów podatkowych. Pod koniec 2024 roku Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wydał interpretację o rozliczeniach w takim modelu sprzedaży, uznając, że franczyzobiorca nie ma obowiązku odprowadzać podatku VAT należnego od towaru, którym nie dysponuje jak właściciel. Sprawa dotyczyła rozliczeń prowadzonych od 2018 roku. Sam mechanizm bywa przedmiotem realnych sporów z fiskusem.
Franczyzobiorcom brakuje wglądu we własne rozliczenia
Wątpliwości, które dokumentuje nagranie Karolczyka ma więcej osób. Na ulice Warszawy w dniu 25 czerwca wyszli obecni i byli franczyzobiorcy Żabki. Zapowiedzieli wtedy protest pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Domagali się niezależnego audytu i dostępu do pełnej dokumentacji rozliczeniowej. Chcieli też większej przejrzystości całego modelu.
Poproszona o odniesienie się do zarzutów sieć przekazała stanowisko. Biuro Prasowe Żabka Polska zapewniło, że „szanujemy prawo do krytyki i wyrażania opinii na temat działania naszej sieci”, dodając, że łatwiej byłoby odnieść się do konkretnych zastrzeżeń, gdyby trafiały do centrali bezpośrednio, a nie za pośrednictwem mediów. Firma zaznaczyła też, że w akcję zaangażowani są wyłącznie byli franczyzobiorcy. Głos w sprawie zabrał również Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ Solidarność, według którego problemy z modelem franczyzowym nie są wyłącznie polskim zjawiskiem.
Kto naprawdę pilnuje niedzielnego zakazu handlu w Żabce?
Z nagrania youtubera wynika jasna sugestia. Franczyzobiorca i rekruterka zgodnie przekonywali rozmówcę, że Państwowa Inspekcja Pracy w niedziele zwyczajnie nie kontroluje sklepów, a realne ryzyko pojawia się dopiero wtedy, gdy sprawę zgłosi sam zatrudniony pracownik. Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta przewiduje jednak konkretną sankcję. Grzywna za nielegalne zatrudnienie pracownika w niedzielę niehandlową może wynieść od tysiąca nawet do 100 tysięcy złotych.
Rekruterka nie ukrywała też, że część placówek korzysta z ustawowych wyjątków, choćby ze statusu punktu, w którym przeważa sprzedaż wyrobów tytoniowych lub prasy. Korzystanie z takiego wyjątku jest legalne. Co innego sugerowanie kandydatowi na franczyzobiorcę, że przepisy można w praktyce obejść, bo nikt tego nie sprawdza. Karolczyk policzył to na własną rękę. Przy sklepie otwartym 17 godzin dziennie przez niemal cały rok, zgodna z kodeksem pracy obsada wymaga co najmniej czterech pełnych etatów. To koszt, który w kalkulacjach przedstawianych na spotkaniu rekrutacyjnym łatwo umyka. Zwłaszcza na starcie.
Poczta, dzięki której sklep Żabki bywał otwarty w niedzielę
Kreatywne podejście do niedzielnego zakazu w sieci Żabka ma dłuższą historię niż jedno nagranie. W 2018 roku część sklepów działała w niedziele jako placówki pocztowe, co pozwalało ominąć ograniczenia handlowe. Inspektorzy pracy nie zgadzali się z taką kwalifikacją i skierowali do sądów ponad 180 wniosków o ukaranie. Sieć jednak wygrywała.
Status placówki pocztowej oraz wyjątek dotyczący sprzedaży prasy czy wyrobów tytoniowych to zupełnie inna sprawa niż sugerowanie kandydatowi na franczyzobiorcę, że kontrola po prostu nie działa. Pierwsze mieści się w granicach prawa, nawet jeśli budzi wątpliwości interpretacyjne. Drugie naraża przyszłego przedsiębiorcę na ryzyko, o którym podczas rekrutacji nikt nie wspomina.
Umowa franczyzowa wciąż czeka na własny paragraf w prawie
W Polsce umowa franczyzy wciąż nie doczekała się własnego miejsca w kodeksie cywilnym. Funkcjonuje jako umowa nienazwana, oparta głównie na ogólnych zasadach swobody kontraktowania. Zmiana miała to zamknąć. Odpowiedni projekt trafił do Sejmu w grudniu 2023 roku i zakładał między innymi jawność informacji przekazywanych kandydatom przed podpisaniem umowy oraz ograniczenia w stosowaniu weksla jako zabezpieczenia.
W nowej kadencji parlamentu projekt wycofano z dalszych prac. Resort sprawiedliwości, zapytany o wznowienie procesu legislacyjnego, odpowiedział, że prace nie są obecnie kontynuowane. Powodem jest równoległa praca Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego nad systematyką umów uregulowanych w kodeksie. Dopiero po jej zakończeniu możliwe będzie ustalenie dalszego kierunku zmian. Do tego czasu każdy spór o warunki współpracy, także ten dotyczący kredytu kupieckiego czy niedzielnych dopłat, rozstrzyga się dziś na podstawie ogólnych przepisów, nie szczegółowej ustawy.
