31 marca 2026 roku Ministerstwo Finansów opublikowało dane, które powinny przykuć uwagę każdego podatnika. Dług sektora instytucji rządowych i samorządowych osiągnął na koniec 2025 roku poziom 2 335,2 mld złotych — co stanowi 59,97 proc. PKB. Polska znalazła się o ułamek punktu procentowego od granicy zapisanej w Konstytucji RP. Analitycy zwracają uwagę, że w praktyce granica ta została osiągnięta już trzy miesiące temu, bo dane dotyczą końca IV kwartału 2025. Rząd Donalda Tuska rozkręcił machinę wydatkową zamiast ją wyhamować. Już w 2026 roku relacja długu do PKB ma przekroczyć konstytucyjną granicę, co oznacza konieczność uchwalenia budżetu bez deficytu lub drastycznych cięć wydatków.
2 biliony złotych — co kryje się za tą liczbą
Dwa biliony złotych to liczba, która robi wrażenie, ale jej skala umyka codziennej wyobraźni. Przeliczając ją na mieszkańca Polski: na każdego z 38 milionów Polaków przypada ponad 61 000 złotych długu publicznego — a więc więcej niż mediana rocznego wynagrodzenia brutto w kraju.
Jeszcze bardziej wymowna jest dynamika narastania tego zadłużenia. Zbudowanie pierwszego biliona złotych zajęło kolejnym rządom kilka dekad od początku transformacji ustrojowej w 1989 roku. Podwojenie tej kwoty i dobicie do bariery 2 bilionów dokonało się w zaledwie kilka lat. Wystarczy spojrzeć na cyfry: na koniec 2024 roku dług wynosił około 2,01 bln zł. W samym IV kwartale 2025 roku powiększył się o kolejne 113,4 mld zł, czyli o 5,1 proc. W całym ubiegłym roku dług publiczny urósł o 322,5 mld zł — o 16 proc. rok do roku. To tempo zadłużania, jakiego Polska nie notowała nigdy wcześniej.
59,97 proc. PKB — Polska o włos od konstytucyjnej blokady budżetu
Sama nominalna kwota długu jest jednak tylko częścią problemu. Wskaźnikiem, który bezpośrednio determinuje zakres swobody fiskalnej państwa, jest relacja długu do PKB. Tu liczby są bezlitosne: na koniec IV kwartału 2025 roku dług EDP wyniósł 59,97 proc. PKB, rosnąc o 1,8 punktu procentowego względem poprzedniego kwartału i o 4,9 punktu procentowego względem końca 2024 roku.
Artykuł 216 ustęp 5 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej jest jednoznaczny: nie wolno zaciągać pożyczek ani udzielać gwarancji, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy trzy piąte wartości rocznego PKB. Przekroczenie tego progu uruchamia procedury sanacyjne, które w praktyce oznaczają konieczność uchwalenia budżetu bez deficytu w kolejnym roku. Dla zwykłego obywatela oznaczałoby to wstrzymanie kluczowych inwestycji, zamrożenie wynagrodzeń w sferze budżetowej oraz rewizję programów transferowych — od 800+ po trzynaste emerytury.
Jak Polska doszła do granicy — chronologia kosztownych decyzji
Odpowiedzialność za obecny stan finansów publicznych jest rozłożona na wiele lat i wiele rządów — jednak tempo zadłużania wyraźnie przyspieszyło po 2019 roku. Pierwszym przełomowym momentem była pandemia COVID-19. To jeszcze rząd Mateusza Morawieckiego w 2020 roku uruchomił Fundusz Przeciwdziałania COVID-19, w którym do połowy 2025 roku zgromadzono 208,3 mld zł zadłużenia — i to mimo że stan epidemii zniesiono niemal trzy lata wcześniej. Do tego doszło 80,9 mld zł w Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych i 70,4 mld zł długu Krajowego Funduszu Drogowego.
Rząd Tuska, przejmując władzę w grudniu 2023 roku, nie tylko nie zlikwidował tego mechanizmu, lecz jeszcze go zintensyfikował. Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich w komunikacie z maja 2025 roku wskazała, że praktyka omijania konstytucyjnych limitów poprzez wyłączanie zobowiązań z oficjalnej definicji długu publicznego sięga 2009 roku, gdy rząd Platformy Obywatelskiej wyłączył z oficjalnych statystyk Krajowy Fundusz Drogowy. W 2020 roku rząd PiS poszedł dalej, wyłączając kolejne fundusze w BGK i PFR. Teraz, według szacunków Rady TEP, oficjalny dług publiczny stanowi zaledwie 80 proc. rzeczywistego zadłużenia sektora publicznego.
Wydatki socjalne rosną szybciej niż zbrojeniowe — mit obalony przez Moody’s
Najczęściej powtarzanym argumentem rządu jest teza, że za wzrost długu odpowiadają historyczne wydatki na obronność — w 2026 roku mają one wynieść 200,1 mld zł, czyli 4,81 proc. PKB. Analitycy agencji Moody’s zdemontowali tę narrację, wskazując, że wydatki militarne odpowiadały zaledwie za 1,5 punktu procentowego z 5,8-punktowego wzrostu wydatków państwa w relacji do PKB. Za pozostałe trzy czwarte odpowiadają rosnące wydatki socjalne, emerytalne, wyższe wynagrodzenia w sferze budżetowej i wzrost kosztów obsługi zadłużenia. Forum Obywatelskiego Rozwoju podało w grudniu 2025 roku, że wydatki socjalne wzrosły w Polsce o 2,8 proc. PKB od 2022 roku — podczas gdy wydatki obronne o 1,8 proc. PKB w tym samym okresie. Rząd wydaje więcej na programy społeczne niż na armię, a obwinia za dług Putina.
Obsługa długu pochłonie 90 mld zł — tyle, ile budżet zdrowia
Abstrakcyjne miliardy stają się namacalne, gdy porówna się je z konkretnymi wydatkami. W 2026 roku koszty obsługi polskiego długu publicznego pochłoną 90 mld złotych. Dla porównania: roczne wydatki publiczne na ochronę zdrowia w Polsce oscylują wokół 100–110 mld złotych. Innymi słowy, niemal cały budżet zdrowia znika, zanim jeszcze zostanie przeznaczony na szpitale, lekarzy czy leki — trafia do inwestorów kupujących polskie obligacje skarbowe. Co gorsza, ten rachunek będzie rósł. Zgodnie z rządową Strategią Zarządzania Długiem Publicznym, do roku 2029 koszty obsługi zadłużenia mają wzrosnąć do około 130 mld zł rocznie — prawie trzy razy tyle, co w 2022 roku.
Sytuację komplikuje marcowy wzrost rentowności polskich obligacji. Na skutek napięć geopolitycznych rentowność 10-letnich obligacji skarbowych podskoczyła z 4,9 proc. do blisko 6 proc., zmuszając Ministerstwo Finansów do odwołania trzech marcowych aukcji. W 2026 roku rząd musi wyemitować obligacje za 688 mld złotych — i każde 0,5 punktu procentowego wzrostu rentowności przekłada się na miliardy złotych wyższych odsetek.
Polska na tle Europy — dlaczego 60 proc. PKB boli nas bardziej
Kraje takie jak Francja czy Włochy od lat przekraczają próg 60 proc. długu do PKB i nie ogłaszają bankructwa. Dlaczego zatem ten sam wskaźnik jest dla Polski tak krytyczny? Odpowiedź leży w prawie: w Polsce ograniczenie 60 proc. PKB jest zapisane bezpośrednio w Konstytucji.
Traktat z Maastricht to w zasadzie luźna wytyczna dla Brukseli, podczas gdy artykuł 216 Konstytucji RP to twardy zakaz dla krajowych instytucji. Wyjściem z tej pułapki kolejne rządy uczyniły manipulację definicją długu, wykluczając z obliczeń zobowiązania funduszy pozabudżetowych — co sprawia, że oficjalny wskaźnik PDP (państwowy dług publiczny) wynosi zaledwie około 48 proc. PKB, choć realny EDP sięga niemal 60 proc.
Agencja Fitch przewiduje, że do 2028 roku zadłużenie ustabilizuje się na poziomie około 64 proc. PKB. Prognoza Międzynarodowego Funduszu Walutowego jest mniej optymistyczna — dług w 2030 roku wyniesie blisko 68 proc. PKB. Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich ostrzegła już, że jeśli nierównowaga finansów publicznych utrzyma się na dotychczasowym poziomie, dług w ciągu półtorej dekady wzrośnie do 100 proc. PKB, zamieniając Polskę z kraju o umiarkowanym zadłużeniu w jedno z bardziej zadłużonych państw Unii Europejskiej.
Budżet 2026 — rząd wie o granicy i przekracza ją mimo to
Alarmy brzmiały od miesięcy. Prezes NBP prof. Adam Glapiński już w lipcu 2025 roku ostrzegał, że wszystko wskazuje na przekroczenie konstytucyjnego i unijnego progu 60 proc. PKB w 2026 roku, dodając, że szybkie narastanie długu stwarza ryzyko dla długookresowej stabilności cen. We wrześniu 2025 roku analitycy Fitch obniżyli perspektywę ratingu kredytowego Polski. Moody’s uczynił to samo. Mimo to w grudniu 2025 roku Sejm uchwalił budżet na rok 2026 z deficytem wynoszącym maksymalnie 271,7 mld zł, co odpowiada 6,5 proc. PKB — trzeci rok z rzędu, gdy deficyt przekroczy 6 proc. PKB. Budżet podpisał prezydent Karol Nawrocki, choć na etapie prac eksperci jednoznacznie wskazywali, że oznacza to trwałe przekroczenie konstytucyjnego progu w 2026 roku.
Szczególnie rażące pozostaje to, że rząd Tuska nie podjął żadnych działań ograniczających skalę długu pozabudżetowego. Na 2025 rok zaplanowano w funduszach ulokowanych w Banku Gospodarstwa Krajowego wydatki przekraczające 155 mld złotych — poza kontrolą parlamentu. To pieniądze realne, pożyczone przez państwo, gwarantowane przez Skarb Państwa, ale formalnie nieistniejące w statystykach, do których odwołuje się Konstytucja. Rząd, stojąc na krawędzi, robi krok naprzód.
