Nad polskimi finansami gromadzą się czarne chmury. W przeciągu zaledwie dwóch tygodni września dwie najważniejsze agencje ratingowe na świecie – najpierw Fitch, a następnie Moody’s – obniżyły perspektywę ratingu naszego kraju ze stabilnej do negatywnej. Uzasadnienie brzmi identycznie: gwałtownie rosnący deficyt i dług publiczny oraz brak woli politycznej do ich sprawnej redukcji. Według byłego premiera Mateusza Morawieckiego zadłużenie Polski wzrosło w ciągu trzech lat rządów Donalda Tuska aż o bilion złotych, osiągając poziom 67% PKB. To sygnał, że nieodpowiedzialna polityka fiskalna obecnego rządu prowadzi kraj prosto w spiralę zadłużenia.
Agencje ratingowe biją na alarm – Polska w strefie ryzyka
Decyzja Moody’s z 19 września 2025 roku o obniżeniu perspektywy ratingu Polski była tylko potwierdzeniem tego, przed czym ostrzegała już wcześniej agencja Fitch. Obie instytucje utrzymały wprawdzie sam rating na relatywnie wysokim poziomie – Moody’s na A2, a Fitch na A- – ale jasno zasygnalizowały, że sytuacja finansowa kraju pogarsza się w niepokojącym tempie.
Rynki zareagowały na te decyzje z pewnym spokojem, co eksperci tłumaczą tym, że obniżka była spodziewana przez inwestorów. Niektórzy analitycy wręcz sugerują, że fakt utrzymania samego ratingu przy obniżeniu jedynie perspektywy można uznać za względnie pozytywny sygnał. Problem w tym, że Polska nie jest odosobnionym przypadkiem – podobne trudności mają również Stany Zjednoczone czy Francja, a w kolejce do obniżek ustawiają się Niemcy.
Bilion złotych długu – gdzie trafiają polskie pieniądze
Mateusz Morawiecki nie pozostawia złudzeń co do skali problemu – według jego wyliczeń, za rządów Donalda Tuska dług Polski wzrósł o astronomiczną kwotę biliona złotych w ciągu zaledwie trzech lat, osiągając obecnie 67% PKB. To tempo zadłużania się, które budzi uzasadnione obawy nie tylko polityków opozycji, ale przede wszystkim międzynarodowych instytucji finansowych.
Były premier wskazuje na dodatkowy niepokojący aspekt tej sytuacji – pieniądze z rosnącego długu „nie trafiają do polskich przedsiębiorstw”, lecz są kierowane do zagranicznych koncernów wygrywających „specjalnie skonstruowane przetargi przy projektach infrastrukturalnych czy zbrojeniowych”. To oskarżenie o systemowe faworyzowanie zagranicznych firm kosztem polskich podatników, którzy ostatecznie będą musieli spłacić te zobowiązania.
Tymczasem eksperci ekonomiczni jednoznacznie wskazują, że głównym powodem gwałtownie rosnącego zadłużenia są nie tyle inwestycje infrastrukturalne, ile przede wszystkim nieprzemyślane wydatki socjalne. W znaczącej części finansowane są one właśnie z rosnącego długu, co oznacza, że obecne pokolenie zadłuża przyszłe na rzeczy populistycznych programów wyborczych.
Program 500+ jako symbol finansowej beztroski
Najbardziej jaskrawym przykładem finansowej beztroski jest program 500+. Program, który kosztuje fortunę, nie tylko nie osiągnął swojego deklarowanego celu demograficznego, ale został jeszcze rozszerzony przez obecny rząd – kwota wzrosła z 500 do 800 złotych miesięcznie na każde dziecko.
Efekt tej polityki jest druzgocący: Polska ma obecnie najwyższe w relacji do PKB transfery socjalne skierowane do rodzin w całej Unii Europejskiej. To nie jest powód do dumy, lecz sygnał ostrzegawczy o systemowym braku kontroli nad wydatkami publicznymi.
Do tego dochodzą kolejne populistyczne programy wprowadzone przez PiS – 13. i 14. emerytura – które obecny rząd nie tylko utrzymał, ale jeszcze rozbudował system transferów. Ta spirala obietnic wyborczych finansowanych z długu publicznego prowadzi kraj do finansowej katastrofy, przed którą ostrzegają już międzynarodowe agencje ratingowe.
Rating na krawędzi – co dalej z polskimi finansami
Ostrzeżenia Moody’s i Fitch to dopiero początek problemów. Agencje ratingowe jasno sygnalizują, że jeśli Polska nie zmieni swojej polityki fiskalnej, czeka ją obniżka samego ratingu, nie tylko jego perspektywy. To oznaczałoby wyższe koszty obsługi długu, co jeszcze bardziej pogłębi problem zadłużenia.
Każdy punkt obniżki ratingu to miliardy złotych rocznie w dodatkowych kosztach obsługi długu. Pieniądze, które mogłyby być przeznaczone na rzeczywiste inwestycje w infrastrukturę, edukację czy służbę zdrowia, będą musiały zostać wydane na odsetki dla międzynarodowych inwestorów. To matematyka, z którą nie można dyskutować.
