Kraków wprowadził całoroczny zakaz, ale wojewoda go zaskarżył. Wrocław poszedł w jego ślady i również przyjął kontrowersyjną uchwałę. Holandia zdecydowała się na najsurowsze przepisy w Europie. W polskim Sejmie czekają dwa projekty ustaw – jeden od Koalicji Obywatelskiej, drugi od Lewicy. Premier Donald Tusk poprosił o ekonomiczną ekspertyzę skutków zakazu. W głośnej debacie o „ochronie zwierząt” nikt nie mówi o 769 milionach złotych rocznego obrotu, 30 tysiącach pracowników i setkach małych firm, które przy vacatio legis wynoszącym 14 dni mogłyby zbankrutować w ciągu dwóch tygodni. Kto zapłaci za ten zakaz? Czy jesteśmy gotowi na konsekwencje, których nie przewidziała nawet Holandia?
Dwa projekty, jeden problem: Sejm rozstrzyga los branży wartej trzy czwarte miliarda rocznie
W polskim parlamencie trwają prace nad dwoma projektami ustaw dotyczących ograniczenia używania fajerwerków. Pierwszy, autorstwa Koalicji Obywatelskiej, zakazałby odpalania materiałów pirotechnicznych klasy F3 przez cały rok, z jednym wyjątkiem – gminy otrzymałyby prawo do wyrażenia zgody na ich używanie 31 grudnia i 1 stycznia. Rada Ministrów w październiku 2025 roku poparła ten projekt, co oznacza, że ma on realną szansę na wejście w życie.
Drugi projekt, zgłoszony przez Lewicę, idzie jeszcze dalej. Nie tylko zakazuje odpalania petard i fajerwerków, ale dodatkowo wprowadza mechanizm umożliwiający gminom wprowadzanie własnych, jeszcze bardziej restrykcyjnych przepisów porządkowych. W praktyce oznacza to, że część samorządów mogłaby całkowicie zakazać jakiejkolwiek pirotechniki na swoim terenie.
Branża pirotechniczna w Polsce wygenerowała w 2024 roku 769 milionów złotych obrotu. To wzrost z 700 milionów złotych odnotowanych zaledwie dwa lata wcześniej w raporcie opublikowanym w 2022 roku przez Warsaw Enterprise Institute . Wpływy do budżetu państwa z tytułu VAT wyniosły 94 miliony złotych. Dla porównania – to równowartość rocznego budżetu średniej wielkości miasta powiatowego.
Holandia zakazała pierwsza. Teraz walczy z przemytem i czeka na reakcję całej Europy
Holandia przyjęła najbardziej restrykcyjne przepisy dotyczące fajerwerków w Europie. Zakaz wejdzie w życie od Sylwestra 2026/27 i obejmie całkowite wycofanie konsumenckiej pirotechniki z rynku. To drugi kraj w Europie – po Irlandii – który zdecydował się na tak radykalne rozwiązanie.
Decyzję poprzedził dramatyczny Sylwester 2024/25 z licznym udziałem imigrantów, gdy w jedną noc zginęły 2 osoby, a 1162 osoby trafiły do szpitali z obrażeniami związanymi z fajerwerkami. Holenderskie służby ratunkowe odnotowały rekordową liczbę interwencji, a szpitale pracowały w trybie awaryjnym. Rząd w Hadze uznał, że dotychczasowe ograniczenia – zakaz sprzedaży materiałów klasy F3 i F4 – nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.
Problem pojawił się niemal natychmiast. Holendrzy zaczęli masowo kupować fajerwerki w Belgii i Niemczech, gdzie przepisy pozostają liberalne. Policja holenderska odnotowała wzrost przemytu pirotechniki przez granicę. Rząd w Hadze zwrócił się do innych krajów Unii Europejskiej o współpracę i wprowadzenie podobnych zakazów, argumentując, że lokalne restrykcje nie działają w sytuacji, gdy w sąsiednim kraju można kupić petardy bez ograniczeń.
Irlandia, która wprowadziła zakaz wcześniej, zmierza się z podobnymi wyzwaniami. Mieszkańcy Dublina regularnie przekraczają granicę z Irlandią Północną, gdzie obowiązują brytyjskie przepisy zezwalające na sprzedaż wyrobów pirotechnicznych. Irlandzka policja rocznie konfiskuje setki kilogramów nielegalnie wwożonej pirotechniki, ale przyznaje, że nie jest w stanie zatrzymać wszystkich przemytników.
Kraków i Wrocław kontra wojewodowie: precedens, który może zmienić mapę zakazów w Polsce
W Polsce obecność imigrantów tych legalnych jak i nielegalnych, którzy sprawiają problemy jest znikoma. Dlatego też argumentacja za zakazem jest inna – ochrona zwierząt. Rada Miasta Krakowa przyjęła 19 listopada 2025 roku uchwałę wprowadzającą całoroczny zakaz używania fajerwerków, petard i rac na terenie całego miasta. Zakaz wszedł w życie 1 stycznia 2026 roku z jednym wyjątkiem – w Sylwestra 2025/2026 mieszkańcy mogli odpalać petardy między godziną 22:00 w dniu 31 grudnia a 2:00 w nocy 1 stycznia.
Wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar nie czekał długo. 23 grudnia 2025 roku poinformował, że kieruje skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Zgodnie z obowiązującymi terminami, dokument został wysłany po 25 grudnia. Urząd wojewódzki podkreśla, że decyzja nie oznacza zakwestionowania samorządowej autonomii miasta, lecz dotyczy wyłącznie aspektów formalnoprawnych.
Zarzuty są konkretne. Po pierwsze, uchwała nie różnicuje materiałów pirotechnicznych według klas. Obowiązujące przepisy dzielą je na cztery kategorie – od F1 do F4. Klasa F1 obejmuje wyroby o bardzo niskim stopniu zagrożenia, niskim poziomie hałasu, dopuszczone do użytku nawet w budynkach – na przykład fontanny tortowe czy zimne ognie. Krakowska uchwała zakazuje wszystkich klas bez wyjątku. Wojewoda podnosi, że w przypadku klasy F1 trudno wykazać spełnienie przesłanek ochrony spokoju czy zdrowia publicznego.
Po drugie, skarga wskazuje na możliwe naruszenie Konstytucji, w szczególności zasady proporcjonalności oraz wolności prowadzenia działalności gospodarczej. Po trzecie, urząd wojewódzki kwestionuje precyzję zapisów. Uchwała zakazuje odpalania fajerwerków na terenach prywatnych, jeśli skutkuje to oddziaływaniem na miejsca publiczne. Rzeczniczka wojewody Joanna Paździo zwraca uwagę na wadę legislacyjną – sformułowanie sugeruje, że to zakaz oddziałuje na przestrzeń publiczną, a nie samo użycie fajerwerków.
Kraków nie jest pierwszym miastem, które próbowało wprowadzić zakaz. Niemniej jedynym przyczółkiem przeciwników sztucznych ogni pozostaje Zakopane, gdzie zakaz obowiązuje od 2019 roku. Różnica polega na specyfice miasta – sąsiedztwo Tatrzańskiego Parku Narodowego i drewniana zabudowa stanowiły wystarczające uzasadnienie dla wprowadzenia przepisów porządkowych.
Wrocław wszedł na tę samą drogę. Rada Miejska Wrocławia przyjęła 22 stycznia 2026 roku uchwałę wprowadzającą całoroczny zakaz używania wyrobów pirotechnicznych. Inicjatorem był Klub Radnych Lewicy, a poparcie wyraził prezydent Jacek Sutryk. Za przyjęciem uchwały głosowało 27 radnych, przeciw było 8.
Wrocławski zakaz obejmuje miejsca publiczne oraz nieruchomości prywatne – w przypadku, gdy użycie wyrobów pirotechnicznych powoduje emisję hałasu czy substancji poza granice posesji. Radna Lewicy Anna Kołodziej argumentowała, że zwierzęta w panice uciekają, wpadają pod koła, a ptaki zrywają się do panicznego lotu i często uderzają w szyby.
Prezydent Sutryk podkreślił, że zakaz to konsekwencja prowadzonej od dekady akcji „Wrocław nie strzela”. Dla wielu seniorów, dzieci, osób chorych czy wrażliwych na hałas huk fajerwerków to nie radość, a stres, lęk i realne cierpienie – mówił Sutryk po głosowaniu.
Uchwała czeka teraz na weryfikację przez wojewodę dolnośląskiego. Precedens już istnieje – w styczniu 2026 roku wojewoda Anna Żabska unieważniła w całości uchwałę Rady Miejskiej w Szklarskiej Porębie, która wprowadziła całoroczny zakaz używania fajerwerków. Decyzja wojewody była jednoznaczna: gmina ustanowiła stały zakaz bez wykazania nagłego, lokalnego zagrożenia. Przepisy porządkowe mogą obowiązywać jedynie tymczasowo i wyłącznie w zakresie nieuregulowanym ustawowo. Kwestię używania materiałów pirotechnicznych regulują już przepisy szczególne, co oznacza, że gmina nie miała podstaw do wprowadzania własnego zakazu.
Jeżeli istnieją regulacje ustawowe wprowadzające zakazy określonego zachowania się, to prawodawcy miejscowi nie mogą w drodze przepisów porządkowych precyzować tych zakazów ani tym bardziej ich rozszerzać – tłumaczyła wojewoda Żabska w uzasadnieniu.
769 milionów złotych, 94 miliony do budżetu. Liczby, które zniknęły z debaty publicznej
Wartość rynku pirotechnicznego w Polsce w 2024 roku wyniosła 769 milionów złotych. To wzrost z 700 milionów złotych odnotowanych przez Warsaw Enterprise Institute w raporcie z 2022 roku. Wpływy do budżetu państwa z tytułu VAT wyniosły 94 miliony złotych rocznie.
Branża zatrudnia 30 tysięcy pracowników, z czego ponad 10 tysięcy to wykwalifikowani specjaliści przechodzący szkolenia pirotechniczne BHP oraz ADR – certyfikację w zakresie przewozu materiałów niebezpiecznych. To nie są przypadkowe dorywcze prace – to pełnoetatowe zatrudnienie w 750 podmiotach wyspecjalizowanych zajmujących się wyłącznie działalnością pirotechniczną oraz w tysiącach małych firm, dla których sprzedaż fajerwerków stanowi istotne źródło przychodów.
Polska zajmuje 5. miejsce na świecie pod względem wartości eksportu wyrobów pirotechnicznych i 4. miejsce w imporcie. W 2024 roku wyeksportowaliśmy produkty o wartości 280 milionów złotych – głównie do krajów Unii Europejskiej. Francja kupuje od nas 21,3% całego eksportu, Rumunia 14,4%, Włochy 12,7%, Niemcy 11%. Nasz udział w światowym eksporcie wynosi 1,42%.
Import pochodzi głównie z Chin (77,5%), Czech (20,1%) i Stanów Zjednoczonych (1,52%). Wartość importu w 2024 roku wyniosła kilkadziesiąt milionów dolarów, co stanowi 3,43% światowego importu.
Warsaw Enterprise Institute już kilka lat temu opublikował raport „Branża pirotechniczna w Polsce”, w którym wskazano ekonomiczne znaczenie branży, o czym w mediach mówi się mało albo wcale. Zamiast ulegać emocjom, instytut zachęca do racjonalnej analizy korzyści oraz kosztów płynących z używania fajerwerków.
Premier Donald Tusk poprosił w 2025 roku w piśmie do Marszałka Sejmu o ekonomiczną ekspertyzę skutków potencjalnego zakazu fajerwerków. Do momentu zamknięcia tego artykułu taka ekspertyza nie została przedstawiona publicznie.
Małe firmy rodzinne na pierwszej linii frontu. Kto straci najwięcej?
Szacuje się, że z branżą pirotechniczną powiązanych jest około 25 tysięcy przedsiębiorców. Zdecydowaną większość stanowią małe, często rodzinne firmy działające na rynku amatorskim. Dla tych podmiotów sprzedaż fajerwerków stanowi albo podstawowe, albo uzupełniające źródło dochodów, szczególnie w okresie poprzedzającym Nowy Rok.
Zgodnie z definicją Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, przedsiębiorstwem rodzinnym jest podmiot gospodarczy, w którym pracuje co najmniej dwóch członków rodziny właścicieli lub osób z nią spokrewnionych, przynajmniej jedna z nich ma wpływ na zarządzanie przedsiębiorstwem, a do rodziny lub osób z nią spokrewnionych należy ponad 50% udziałów. Taką formę prowadzenia działalności deklarowało w badaniu GUS 33,9% podmiotów z sektora małych i średnich przedsiębiorstw.
Firmy rodzinne w Polsce wytwarzały według danych PARP z 2009 roku co najmniej 10,4% ogółu PKB oraz zatrudniały ponad 1,3 miliona pracowników – czyli 21% ogółu pracowników z sektora MŚP. Obecnie pozycja firm rodzinnych jest jeszcze większa – szacuje się, że ich udział w produkcji PKB wynosi około 18%, a co trzecia spółka notowana na GPW jest firmą rodzinną.
Firmy działające w branży pirotechnicznej najczęściej działają na terenie jednej lub kilku sąsiadujących ze sobą gmin. Dane GUS pokazują, że dwie trzecie badanych podmiotów funkcjonowało w ten sposób. Najmniej lokalnie działających podmiotów działa w województwie mazowieckim (26,6%), a najwięcej w warmińsko-mazurskim (41,3%).
Część podmiotów działających w tej branży to importerzy, którzy choć formalnie należą do sektora MŚP, to pod względem operacyjnym działają na większą skalę. Są to firmy, których obszar działalności nie ogranicza się do gmin, czy nawet kraju – działają globalnie i często uzyskują znaczne przychody.
Jednak większość to mali sprzedawcy, dla których grudzień oznacza przeważającą część rocznych przychodów. Firmy takie nie mają alternatywnych źródeł dochodów. Nie prowadzą równoległej działalności, która mogłaby podtrzymać ich funkcjonowanie po wprowadzeniu zakazu.
Szczególne znaczenie branża pirotechniczna posiada poza dużymi aglomeracjami miejskimi. Zgodnie z raportem Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, problem bezrobocia na terenach wiejskich z roku na rok narasta. W 2019 roku 46,8% ogółu bezrobotnych zamieszkiwało na wsi.
W takiej sytuacji rodzinne firmy działające w branży pirotechnicznej na obszarach wiejskich bądź w niewielkich miastach są dla ich właścicieli i pracowników często jedynym realnym źródłem utrzymania. Zamknięcie branży oznacza dla nich nie tylko utratę dochodów, ale też brak perspektyw na znalezienie nowej pracy w miejscu zamieszkania.
Pokazy dronów za 30 tysięcy. Czy to rzeczywiście alternatywa dla polskich rodzin?
W debacie o zakazie fajerwerków pojawia się argument: są alternatywy. Pokazy dronów, lasery, projekcje multimedialne. Miasta takie jak Warszawa, Łódź, Sosnowiec czy Cieszyn już zrezygnowały z tradycyjnych fajerwerków na rzecz nowoczesnych rozwiązań. Warszawa od 2018 roku stawia na pokazy laserowe, które organizuje przy okazji miejskich wydarzeń.
Przykładem z zagranicy jest Padwa we Włoszech, gdzie na Sylwester zamiast fajerwerków wykorzystano 1000 dronów tworzących w niebie efektowne formacje świetlne. Pokaz został przyjęty entuzjastycznie przez mieszkańców i media.
Problem pojawia się, gdy porównamy koszty. Jednorazowy pokaz dronów o średniej skali kosztuje od 30 do 150 tysięcy złotych – w zależności od liczby dronów, skomplikowania choreografii i czasu trwania. Pokaz laserowy o podobnej efektowności to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dla miasta czy korporacji to akceptowalny wydatek. Dla przeciętnej polskiej rodziny – nieosiągalny.
Tymczasem bateria fajerwerków klasy F2 czy F3 kosztuje od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. Typowe gospodarstwo domowe wydaje na Sylwestra około 130 złotych na pirotechnikę. To nie jest wydatek porównywalny z użyciem nawet pojedynczego dronu.
Czy drony są bardziej ekologiczne? Raport Wojskowej Akademii Technicznej z 2019 roku pokazuje, że wyroby pirotechniczne odpowiadają w przybliżeniu za 0,27% rocznej emisji tlenków węgla do atmosfery. To wartość porównywalna z paleniem wyrobów tytoniowych. W porównaniu do zanieczyszczeń generowanych przez przemysł, transport czy właśnie papierosy, zagrożenie wywoływane substancjami pochodzącymi ze spalania wyrobów pirotechnicznych jest znikome.
Drony nie emitują spalin podczas pokazu, ale mają swój ślad węglowy. Produkcja jednego drona wymaga wydobycia metali ziem rzadkich, wykorzystania energii w procesach produkcyjnych, a następnie regularnego ładowania baterii. Ile energii elektrycznej zużywa flota 1000 dronów podczas przygotowania i przeprowadzenia pokazu? Jak często baterie muszą być wymieniane i co się dzieje z zużytymi ogniwami litowo-jonowymi?
