Jelcz przez dwa lata nie nadążał z produkcją ciężarówek dla wojska. Jeszcze dwa lata temu spółka dostarczyła nieco ponad 400 pojazdów, rok później nieco ponad 500. To i tak znacznie mniej, niż przewidywały zawarte przez spółkę kontrakty. Agencja Uzbrojenia rozważała odebranie firmie statusu głównego dostawcy pojazdów dla armii. Powodów szukano głęboko w samej fabryce.
Zamówienia rosły szybciej niż produkcja Jelcza
Za 2024 rok fabryka w Jelczu-Laskowicach zamknęła bilans na nieco ponad 400 pojazdach. Rok później było ich nieco ponad 500. Obie liczby nie odpowiadały temu, co spółka zobowiązała się dostarczyć w podpisanych z wojskiem kontraktach, mimo że finansowo firma radziła sobie dobrze i regularnie generowała zysk netto na poziomie około 200 milionów złotych rocznie.
Skalę problemu widać w jednym przykładzie z programu obrony powietrznej Wisła. Agencja Uzbrojenia naliczyła Jelczowi kary za opóźnienia w dostawie pojazdów objętych umową z 2019 roku. Kary sumowały się do ponad 10,5 miliona złotych. Pierwotna wartość kontraktu wynosiła 170,9 miliona złotych.
Problem nie był nowy. Część zamówienia na cysterny paliwowe trafiła nie do Jelcza, lecz do szwedzkiej Scanii, choć wcześniej takie zlecenia realizował wyłącznie polski producent. Stało się to już w grudniu 2022 roku. Od tego czasu Jelcz podpisał z wojskiem co najmniej osiem dużych umów. Ich łączna wartość przekracza 4,5 miliarda złotych, a same umowy obejmują dostawy sięgające ponad dwóch tysięcy pojazdów. Skala zamówień rosła szybciej, niż fabryka potrafiła je realizować.
Jelcz był o krok od utraty kontraktu z wojskiem
Do przesilenia doszło w drugiej połowie 2025 roku. Agencja Uzbrojenia musiała zdecydować, czy spółka poradzi sobie z rosnącą skalą zamówień.
„Znając skalę przyszłych zamówień oraz pomni dotychczasowych doświadczeń we współpracy z Jelczem, jako zamawiający stanęliśmy przed dylematem, czy możliwości organizacyjno-produkcyjne spółki pozwolą jej na pozostanie głównym dostawcą pojazdów dla sił zbrojnych”, mówi generał Michał Marciniak, zastępca szefa Agencji Uzbrojenia.
Zamawiający postawił spółce warunek. „Warunkiem naszej dalszej współpracy było opracowanie przez spółkę i wprowadzenie w życie planu naprawczego. Był to swoisty test dla naszego wykonawcy, czy będzie w stanie mentalnie podjąć wyzwanie. Dzisiaj już wiemy, że było warto”, dodaje generał Marciniak.
Fabrykę czekała wymiana zarządu i szczegółowy audyt
Zmiany zaczęły się jeszcze przed ultimatum wojska. 6 czerwca zeszłego roku rada nadzorcza odwołała dwóch członków zarządu. Ze stanowisk odeszli Jerzy Kociałkowski i Mieczysław Martyniuk. Zarząd jednoosobowo prowadził wtedy dotychczasowy prezes Waldemar Markiewicz. To nie wystarczyło. 18 listopada zeszłego roku rada nadzorcza odwołała także jego. Tymczasowo obowiązki prezesa przejął Jakub Rubiński. Wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota zapowiedział wtedy konieczność szybkiej restrukturyzacji przedsiębiorstwa. Nowym prezesem został 15 grudnia zeszłego roku Mariusz Ptak. Miesiąc później dołączyli do zarządu Maciej Mlądzki i Mariusz Fedko.
Równolegle zewnętrzny audytor prześwietlił samą fabrykę.
Produkowanym elementom brakowało numerów ewidencyjnych, a części pobierane z magazynów nie były dokumentowane. Zmieniono też organizację montażu, chłodnice zaczęto przygotowywać poza głównym pasem produkcyjnym, tak by na linii odbywał się już tylko ich montaż. Buduje się nowa lakiernia, a wkrótce ruszy drugi pas produkcyjny.
Produkcja Jelcza przyspieszyła prawie o połowę
Efekty zmian widać w liczbach. Miesięczna produkcja wzrosła z 29 sztuk w 2025 roku do 44 w tym roku, czyli o niemal 48 procent. W tym roku spółka planuje w sumie tysiąc pojazdów, niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej.
„Jednym z fundamentalnych czynników, które przyczyniły się do powodzenia procesu transformacji, było zaangażowanie załogi Jelcza oraz jej ścisła współpraca z zewnętrznym zespołem doradczym, co pozwoliło obiektywnie zidentyfikować kolejne obszary wymagające usprawnień, w tym ograniczenia wpływające na efektywność i przepustowość procesów produkcyjnych oraz wyznaczyć kierunki dalszych działań optymalizacyjnych”, mówi prezes Mariusz Ptak.
Jelcz potrzebował nowych fabryk, żeby nadążyć za zamówieniami
Zwiększenie produkcji ma dopiero nabrać rozpędu. Jelcz uzyskał w czerwcu 2026 roku tytuł prawny do części aktywów wchodzących w skład masy upadłości Rafako w Raciborzu. W tamtejszych halach produkcja ma ruszyć jeszcze w tym roku, docelowo na poziomie około 700 pojazdów rocznie. Jedną z hal przejmie Rosomak pod linię spawalniczą transporterów opancerzonych, a kolejna zostanie przeznaczona pod przeciwdronowy program San.
Drugą inwestycją jest zupełnie nowa fabryka w Miłoszycach pod Wrocławiem. Polska Grupa Zbrojeniowa i Jelcz podpisały umowę inwestycyjną 5 marca tego roku. Na jej mocy spółka otrzymała od Skarbu Państwa dokapitalizowanie w wysokości 756 090 000 złotych ze środków Funduszu Inwestycji Kapitałowych. Nowy zakład stanie na terenie około 24 hektarów, a uruchomienie produkcji zaplanowano na 2029 rok. Docelowo ma z niego zjeżdżać 1600 pojazdów rocznie.
Od Jelcza zależą Wisła, Narew i Homar-K
Dlaczego kondycja jednej fabryki ciężarówek ma znaczenie dla całej armii? Bo Jelcz nie produkuje wyłącznie samochodów transportowych. To na jego podwoziach osadzany jest sprzęt obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej w programach Wisła i Narew. Na tej samej bazie powstają wozy wsparcia dla armatohaubic Krab i K9. Podobne podwozia wykorzystują południowokoreańskie wyrzutnie Homar-K. Na Jelczach bazują też pojazdy Morskiej Jednostki Rakietowej.
Cywilna konkurencja mogłaby część tych pojazdów dostarczyć taniej, ale bazuje na produkcji wielkoseryjnej, a wojsko zamawia czasem kilkanaście albo kilkadziesiąt sztuk danego typu. Stąd zależność od jednego, krajowego producenta, co ma znaczenie zwłaszcza w razie kryzysu lub wojny. Silniki i skrzynie biegów wciąż pochodzą od zagranicznych producentów, MTU i Iveco. Mosty po latach rozmów zaczął dostarczać polski SKB Drive Tech.
Kłopoty Jelcza mogą sięgać całej zbrojeniówki
Jelcz nie jest odosobnionym przypadkiem w grupie. Najwyższa Izba Kontroli już w lutym 2022 roku oceniła funkcjonowanie całej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Kontrolą objęto lata 2018 do 2021, a wnioski były surowe. Spółka matka nieskutecznie zarządzała grupą kapitałową, bez jednolitej strategii działania przez sześć lat od zakończenia konsolidacji przemysłu obronnego.
Izba wskazała wtedy na częste roszady kadrowe, w 11 z 23 skontrolowanych spółek-córek dochodziło przeciętnie do dwukrotnej zmiany na stanowisku prezesa zarządu. Opóźnienia dotyczyły też prac badawczo-rozwojowych, spośród 36 projektów realizowanych przez spółki grupy aż 23 nie były kończone na czas. Jelcz idzie dziś pod prąd tej tendencji, ale sam raport NIK pokazuje, że skala problemu wykraczała poza jedną fabrykę ciężarówek.
